Nie „lider narodu”, a wróg narodu

Zanim zaczniemy tłumaczyć, gdzie, jak i dlaczego zbiegają się polityczne interesy zwolenników demokracji i kazachskich nacjonalistów, to wartoprzyjrzeć się bliżej, co sobą reprezentuje człowiek, który rzekomo wszystkich nas „łączy”.

Mam na myśli Nursultana Abishevicha Nazarbayeva urodzonego 6 lipca 1940 roku, pierwszego prezydenta Republiki Kazachstanu, „lidera narodu”, „przywódcę” Partii Narodowo-Demokratycznej „Nur Otan”, przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego Kazachstanu, kawalera wielu orderów krajowych i zagranicznych,  i jeśli można tak powiedzieć, pomnika samego w sobie.

***

Pamiętam go jeszcze jako młodego sekretarza KC  Komunistycznej Partii Kazachstanu i przewodniczącego Rady Ministrów Kazachskiej SRR. Na tle Dinmukhameda Akhmedovicha Kunayeva, który już wtedy przekształcił się w „kremlowskiego starca”, i będąc członkiem Biura Politycznego KC KPSS i trzykrotnym Bohaterem Pracy Socjalistycznej, otoczył się lizusami, zrobił ze swojego brata przewodniczącego Republikańskiej Akademii Nauk, - postać czterdziestoletniego Nursultana Abishevicha prezentowała się bardzo interesująco.

W kręgu mojego ojca mówiono też o wadach i złych postępkach Nazarbayeva. O tym, że wozi on do Moskwy „prezenty” dla funkcjonariuszy KC KPZR . O ciemnych sprawkach, które działy się za jego rządów w obwodowym związku konsumentów w Karagandzie. O związku przyszłego elbasy ze sprawą Karavayeva. O jego nadmiernej służalczości wobec Kunayeva. Mimo to, na tle innych ówczesnych kazachskich „wodzów” wyróżniał się jednak pozytywnie.

Dzisiaj już mało kto pamięta, że Nazarbayev był kandydatem Dinmukhameda Akhmedovicha, o którym w kraju wspomina się niezbyt często, zwykle tylko w związku z rzadkimi pamiętnymi datami, a przecież w rzeczywiście był on wielkim uczonym i organizatorem, działaczem politycznym i państwowym. Za czasów jego przywództwa w Kazachstanie wybudowano sto razy więcej wszelkiego rodzaju obiektów socjalnych i mieszkań, więcej nowych zakładów pracy i przedsiębiorstw, niż w latach „panowania” elbasy.

Dinmukhamed Akhmedovich i i jego żona Zukhra Sharipovna nie mieli własnych dzieci, tylko siostrzeńców i bratanków. Możliwe, że ten obiektywny fakt odegrał jakąś rolę w wyniesieniu Nursultana Abishevicha, który z racji wieku bardziej pasował Kunayevowi jako syn, ale zapewne nie mniejszą niż jego niewątpliwe zalety osobiste. W każdym razie, nominacja sekretarza komitetu obwodowego od razu na stanowisko sekretarza KC Partii Komunistycznej, czyli od razu o cały stopień w tabeli rang, stała się wówczas niemałą sensacją w Alma-Acie.

Ciąg dalszy historii jest powszechnie znany. Po tym jak Gorbachev zajął stanowisko sekretarza generalnego KC KPZR i został przewodniczącym Prezydium Rady Najwyższej ZSRR, zaczął pozbywać się ludzi Brezhneva. Nazarbayev mając świadomość, że Kunayev z bezpiecznej „ochrony” stał się politycznym balastem, zdradził go i nieoczekiwanie dla wszystkich, stał się jednym z jego najbardziej zagorzałych krytyków. Bardzo ostro i w sposób nie pozbawiony stronniczości, wylewał pomyje ze stron centralnych gazet na wszechmocnego w swoim czasie Dinmukhameda Akhmedovicha.

O tym wszystkim wiem nie tylko ze słyszenia. Mój teść, Albert Vladimirovich Petrushov, pracował wtedy w w Kazachstanie jako szef republikańskiego oddziału korespondencyjnego najważniejszej gazety w kraju jakim była „Pravda”. I właśnie za jego pośrednictwem były  przygotowywane i wysyłane do Moskwy te wszystkie publikacje. Oprócz tego, on sam często pisał artykuły, które choć obiektywne, to były bardzo negatywne w stosunku do ówczesnego kierownictwa Kazachstanu. Później Kunayevowi udało się doprowadzić do tego, że Petrushova odwołali z Kazachstanu do Moskwy, ale sprawa była już załatwiona.

W efekcie, kiedy w 1986 roku powstała kwestia odwołania Dinmukhameda Akhmedovicha  ze stanowiska pierwszego sekretarza KC Partii Komunistycznej Kazachstanu, w budynku obecnego Akimatu w Almaty, gdzie wtedy znajdował się siedziba aparatu KC, rozpoczęła się „zimna wojna” pomiędzy pretendentami do zwalniającego się fotela. Kunayev nie mógł  popierać Nazarbayeva, który go zdradził, i widocznie dlatego na pytanie kompetentnych towarzyszy z Moskwy, odpowiedział, że nie widzi następcy wśród kazachskich działaczy państwowych.

***

To właśnie „przywiezienie” do Kazachstanu „Warega”, jakim był Gennadiy Kolbin stało się powodem dla grudniowych wydarzeń w 1986 roku. Służyłem wtedy w Armii Radzieckiej jako zastępca dowódcy  kompanii wojskowo-budowlanej do spraw politycznych na kosmodromie Bajkonur. Jednak kiedy przyjechałem do Almaty na urlop, to nasłuchałem się wielu różnych rzeczy. W tym również, na temat związku Nazarbayeva z tymi tragicznymi wydarzeniami na Nowym Placu.

Ponieważ poza tymi rozmowami, nie mam bezpośrednich dowodów, to nie mogę twierdzić, że to przyszły elbasy zorganizował "nacjonalistyczne zamieszki", które po 1991 roku przekształciły się w „powstanie kazachskiego narodu przeciwko totalitaryzmowi”. Są jednak poszlaki. Przede wszystkim, własne słowa elbasy, który bezpośrednio po grudniowych wydarzeniach stał się jednym z prześladowców dekabrystów.

To później nagle „przekształcił się” w przywódcę grudniowego powstania, który na czele kolumny protestujących Kazachów jakoby przemaszerował wokół budynku Komitetu Centralnego. A jeszcze później, kiedy został złapany za słowo, w ogóle zamilkł, co zupełnie do niego nie pasuje.

Do tego, znam ludzi, którzy korzystając z zamieszania po rozpadzie  ZSRR, mogli wydostać z archiwów Prokuratury Generalnej ZSRR i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ZSRR wielotomowe akta dotyczące grudniowych wydarzeń  i przywieźć je do Kazachstanu. Gdzie są teraz przechowywane te dokumenty, co spośród nich przepadło, a co zdołało przetrwać – tego nie wiadomo. Ale fakt pozostaje faktem, że ci, którzy to zrobili, potem otrzymali wysokie ministerialne stanowiska w aparacie państwowym młodej republiki. Czyli Nazarbayev umiał docenić i wynagrodzić ich zasługi wobec niego.

Przepraszam czytelników, za ten zbyt długi wstęp, ale był mi on potrzebny, aby uzasadnić swoje twierdzenie, że jedną z głównych przyczyn tak głębokiego politycznego, socjalno-ekonomicznego, moralnego i etycznego kryzysu, w którym dzisiaj znalazł się Kazachstan i jego naród, stanowi fakt, iż „lider narodu” ten sam elbasy jest po prostu niekompetentny i nie potrafi wytrzymać konkurencji. A żeby utrzymać się na powierzchni  zawsze robił, robi i będzie robił wszystko to, co robią autokraci — czyli niszczyć, usuwać, mordować, wszystkich, którzy w taki czy inny sposób stanowią dla niego zagrożenie.

Nie ma sensu przypominać przebiegu wydarzeń. Wystarczy tylko wymieć kilka nazwisk:  pierwszego i jedynego wiceprezydenta Kazachstanu Erika Asanbayeva, który  zakończył swoje życie praktycznie na wygnaniu, pełniąc urząd konsula generalnego w Niemczech, nawet nie jako ambasador RK, byłego premiera Akezhana Kazhegeldina, liderów ruchu „Demokraryczny Ruch Kazachstanu” Mukhtara Ablyazova i Galymzhana Zhakiyanova , tragicznie zmarłych Zamanbeka Nurkadilova i Altybeka Sersenbayeva, uciekiniera Rakhata Aliyeva. Ci wszyscy ludzie, z  różnymi kolejami losu, różnym image'em łączyła jedna wspólna cecha – byli bądź wydawali się Nazarbayevowi niebezpieczni.

***

Rzecz w tym, że Nazarbayev nie należy do współczesnych polityków. Bardziej przypomina relikt z przeszłości. Swoją polityczna karierę rozpoczął jako działacz państwowy w czasach „drogiego i kochanego” Leonida Ilicha Brezhnieva. Co więcej, z dzisiejszego punktu widzenia, mogę powiedzieć, że realizował marzenie aparatczyków tamtych czasów –  uczynienia  swoich  przywilejów nieskończonymi i bezgranicznymi

Starając się zachować obiektywizm powiem, że do 1989 roku przyszły elbasy w pełni potrafił dotrzymać kroku konkurencji, co więcej, był najlepszym wśród około czterech może pięciu kandydatów, pretendujących do tego, żeby stanąć na czele Kazachstanu po Kunayevie.

Po tym jak Nazarbayev został pierwszym sekretarzem KC Partii Komunistycznej Kazachstanu, a w ostatnim roku istnienia ZSRR również członkiem Biura Politycznego KC KPZR, trzymał się szlaku, którym podążał Mikhail Sergeyevich Gorbachev. Ten z kolei stawiając go na tle buntujących się partii komunistycznych w krajach nadbałtyckich, Borisa Nikolayevicha Yelcyna, demokratów, nacjonalistów i innych niezadowolonych z niego samego oraz jego polityki pierestrojki, uważał Nursultana Abishevicha za swojego wiernego zwolennika i nawet proponował mu objęcie stanowiska przewodniczącego Rady Ministrów ZSRR.

Jednak Nazarbayev, któremu nie można odmówić politycznego instynktu i umiejętności sprawnej oceny sytuacji, w odpowiednim czasie zdradził Gorbiego, nie popierając, ani jego, ani Yelcyna. I dostał za to swój kawałek „tortu” - z prezydenta sojuszniczej republiki stał się szefem suwerennego i niezależnego państwa.

Pierwsze siedem lat było dla niego najtrudniejsze i najbardziej krytyczne. I ja, jako aktywny uczestnik tamtych wydarzeń potwierdzam, że  Nursultan Abishevich zrobił wtedy wiele dobrego, chociaż często gęsto łamiąc prawo i stając ponad nim. Jednak należy stwierdzić, że poważne, chociaż i nie ukończone reformy polityczne, ekonomiczne i społeczne, sukcesy w budowie nowego państwa, utrwalenie sztywnych granic państwowych i zdobycie międzynarodowego uznania – to wszystko nie jest wyłączną zasługą Nazarbayeva. On rzeczywiście był pierwszy, ale wśród jemu równych.

Tak więc, w miarę tego jak krzepło nowe państwo, przyszły elbasy umacniał swoją władzę. W tym samym czasie z aparatu państwowego zaczęli odchodzić, bądź byli usuwani czy też po prostu przepadali w nieznanych okolicznościach, samodzielni, twórczy i patriotycznie nastawieni ludzie z kierownictwa najwyższego szczebla. Poczynając od lat 1997—1998 stało się jasne, że teraz są potrzebni zupełnie inni ludzie.

Dziwnie było patrzeć i obserwować, jak zmienia się nastawienie wśród urzędników, którzy w swojej masie zaczynali rozumieć, że można wykorzystać swoje służbowe stanowisko do osobistych celów, i co najgorsze, przykład takiego postępowania dawali im sami przywódcy. W tym Akezhan Kazhegeldin, Sarybay Kalmurzayev i wielu innych.

Ja osobiście odszedłem ze służby państwowej w 1998 roku po tym, jak mój towarzysz opowiedział mi, jak podczas jednej z zagranicznych wizyt przyszłego „lidera narodu” we Francji, otoczenie Nazarbayeva, nie krępując się przywiozło ze sobą do Paryża walizeczki z dolarami i otwarcie rozmawiano w swoim gronie o tym, co można za nie kupić.

Mniej więcej w tym samym okresie, na lata 1997—1998 przypada koniec ery, kiedy Nazarbayev musiał się obawiać, że mogą się pojawić polityczni konkurenci i będzie musiał bronić swojej pozycji w stosunkowo uczciwej walce. Polityczne wyzwanie ze strony  Akezhana Magzhanovicha  stało się powodem dla kształtowania sztywnej hierarchii władzy, która na naszych oczach krzepła, kostniała i stawała się coraz mniej efektywna, coraz bardziej podejrzana i pogrążona w marazmie, dopóki nie przekształciła się w to, co obserwujemy dzisiaj.

***

Innymi słowy, „lider narodu” stworzył system polityczny, w którym nikt nie może z nim konkurować o władzę, nie dlatego, żeby uczynić z naszego kraju krainę dostatku i dobrobytu, tylko dlatego że nie był gotów do uczciwej walki politycznej, do konkurowania. I właśnie dlatego, prywatyzując państwo i władzę, wykorzystał, wykorzystuje i będzie wykorzystywać swoich oponentów w charakterze kija, skierowanego przeciwko swoim prawdziwym lub wyimaginowanym wrogom.

Równocześnie obawa elbasy przed utratą władzy jest na tyle silna, że nawet nie jest on w stanie powstrzymać się przed strzelaniem do swoich politycznych oponentów - jestem przekonany, że ma na swoim sumieniu śmierć Nurkadilova i Sarsenbayeva.

Poza tym, ten strach czasami przybiera postać głupiej komedii — pamiętacie, jak Nazarbayev mianował wicepremierem jednego z kandydatów na stanowisko prezydenta RK w zamian za rezygnację z uczestnictwa w wyborach? Chociaż ten nie przedstawiał dla niego szczególnego zagrożenia. I zwolnił go, kiedy wybory tylko się już odbyły.

Z powyższego wynikają dwa proste wnioski. Po pierwsze, Nursultan Nazarbayev w oczach wielu dzisiejszych Kazachstańczyków wygląda jak polityk, który nie ma sobie równych w kraju, nie dlatego, że jest wielkim działaczem państwowym, a dlatego, że usunął wszystkich swoich konkurentów, z którymi mógłby stanąć do równej walki. Postąpił tak, ponieważ nie czuł się zdolny, aby  przeciwstawić się konkurencji, i bał się z kimkolwiek stanąć do uczciwej walki.

Po drugie, zarówno Nazarbayev, jak i jego polityczni spadkobiercy, nieważne kto to będzie,  zawsze będą dążyli do zachowania autorytarnego systemu politycznego. Tego samego, którego podstawą jest „wywalczone” przez nich prawo do tworzenia wszelkiego rodzaju bezprawia, niezależnie od formy i sfery, przy zachowaniu całkowitej bezkarności wobec prawa i narodu, jako formalnego źródła władzy w kraju. Dlatego, że, jak tylko zostaną pozbawieni tego prawa, utracą zdolność do przeciwstawiania się konkurencji i stracą najwyższą władzę.

W praktyce to oznacza, że nacjonaliści, jako nurt polityczny będą tolerowani tylko pod warunkiem, że zachowają swoją słabość organizacyjną, wątpliwość ideową i polityczną impotencję. Jeśli tylko zaczną reprezentować jakąkolwiek siłę, nieważne czy realną czy pozorną, zostaną poddani tym samym prześladowaniom co „Alga”, radykalni islamiści i te nieislamskie struktury religijne, które nie poddają się kontroli państwa, i którymi nie można kierować.

Nawiasem mówiąc możliwe, że to jest jeden z powodów, dla którego tak zwane narody kazachskie mniej lub bardziej świadomie koncentrują się na sprawach języka narodowego i jego użycia (to leży w interesie władz) i dlaczego nie pozwalają im utworzyć swoich politycznych partii. Tych, którzy się ze mną nie zgadzają i chcieliby polemizować w tej kwestii, odsyłam do historii Związku Radzieckiego.

Wódz Rewolucji Październikowej i przywódca bolszewików Vladimir Ilich Ulyanov- Lenin, jako polityk i działacz państwowy stał o wiele wyżej od swoich towarzyszy. I przy wszystkich politycznych sporach i różnicach zdań jakie pomiędzy nimi występowały, przy całej jego twardości i okrucieństwie jakie wykazał w stosunku do wrogów, tych wątpiących i nie zdecydowanych, nie posuwał się do stosowania represji politycznych przeciwko swoim.

Natomiast jego następca, Iosif Vissarionovich Stalin żeby zdobyć, a następnie zachować władzę, jednolitą pod względem politycznym i państwowym, stosował masowe czystki i represje. W efekcie nawet jego najbliżsi współpracownicy nie ośmielali się podnosić głowy wyżej jego kolan, a jego przyszły następca Nikita Sergeyevich Khrushchov był w tamtych kremlowskich kręgach uważany prawie za błazna i dlatego nie wywoływał większych podejrzeń wśród innych pretendentów do władzy, co mu bardzo pomogło w przyszłości.

W efekcie każdy kolejny kremlowski władca był słabszy od swojego poprzednika jako polityk i i działacz państwowy, dlatego na czele państwa i partii stanął (jak wtedy żartowano „nie odzyskując przytomności”) Konstantin Ustinovich Chernenko, którego poziom odpowiadał co najwyżej zastępcy wydziału ogólnego KC KPZR.

Próba uzdrowienia systemu i przeprowadzenia jego reformy podjęta przez Mikhaila Sergeyevicha Gorbacheva i jego zwolenników, doprowadziła do rozpadu wielkiego kraju nie tylko z powodu błędów popełnionych przez  ideologów i organizatorów pierestrojki, ale także z powodu zaniedbania całej sytuacji i braku możliwości jej naprawienia.

***

Tym moim oponentom, którzy zaczną obalać moje tezy, radzę szeroko otworzyć oczy i rozejrzeć się wokół siebie. Dlatego, że proces likwidacji politycznej konkurencji na samej górze nie mógł pozostać bez echa i nie dotknąć pozostałej części kraju. Proces tej likwidacji nie tylko dotknął kraj, lecz całkowicie do sparaliżował, siejąc spustoszenie w organizmie państwa niczym rak.

Nazarbayev usunął wszystkich, którzy stanowili dla niego niebezpieczeństwo. Jego otoczenie zrobiło to samo wokół siebie, i ta czystka w okresie ostatnich piętnastu lat rozprzestrzeniła się na tyle szeroko, że stała się głównym zagrożeniem dla kraju i jego przyszłości.

Staliśmy się niekompetentni do szpiku kości, a odosobnione przypadki, kiedy gdzieś lub ktoś potrafi się wykazać kompetencjami, choćby na poziomie regionalnym, zwracają uwagę i zasługują na podkreślenie.

Spójrzcie na naszych polityków i partie polityczne, rząd i urzędników, uczonych i lekarzy, nauczycieli i budowniczych — i porównajcie ich chociażby z sąsiadami Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej. Popatrzcie na nasze towary i producentów. Na nasze media i prorządową propagandową maszynę — wszędzie pełno niekompetencji. Jedyne w czym jesteśmy kompetentni, to popisywanie się za wszelką cenę, branie łapówek i rozkradanie państwowego budżetu. W tym nie mamy sobie równych.

Właśnie na to - na nasz brak kompetencji do szpiku kości – chciałbym przede wszystkim zwrócić uwagę kazachskich nacjonalistów. To jest o wiele ważniejsze i bardziej zasadnicze niż przetrwanie i rozwój języka kazachskiego. Dlatego, że język może przetrwać tylko dzięki  ludziom, którzy się nim posługują czyli samym Kazachom, a oni sami przetrwają tylko pod warunkiem, że zdołają zachować Kazachstan jako państwo. Państwo zaś zdoła przetrwać tylko pod warunkiem, że będziemy kompetentni jako kraj.

W charakterze dowodu na prawdziwość mojej tezy mogę przytoczyć fakt, jak za czasów systemu socjalistycznego nawet ograniczona polityczna kompetencja wśród ograniczonego kręgu osób przynosi pozytywny wynik. Mam na myśli Chiny. Jedyne co odróżnia KPCh od byłej KPZR w sensie politycznym, to praktyka, przede wszystkim, w zakresie stałego odświeżania władzy, która jest niemożliwa bez politycznych kompetencji we własnych szeregach. Tego właśnie brakuje dzisiaj Kazachstanowi, i właśnie w dziedzinie polityki znajduje się ten punkt, w oparciu o który można zmieniać życie na lepsze.

Innymi słowy, demokratów i nacjonalistów łączy nie sam Nurslutan Nazarbayev jako taki, lecz to, że w ramach stworzonego przez niego systemu politycznego, wszyscy jesteśmy skazani na to, żeby pełnić rolę drugoplanowych uczestników politycznej walki, którym pozwala się łaskawie zajmować trzeciorzędnymi problemami, ale gdy tylko złamiemy niewidoczne zasady gry ustalone przez Akordę, wtedy natychmiast zaczynają nas poddawać represjom i ograniczeniom.

Co więcej, i Nazarbayev, i jego obecne otoczenie, a także przyszli następcy, są zainteresowani, żeby Kazachowie w całej swojej masie byli pogrążeni w stanie nędzy, nacjonaliści zajmowali się tylko sprawami języka, pełniąc rolę straszaka wobec ludności nie kazachskiego pochodzenia, i tym samym stali na przeszkodzie do zjednoczenia całego społeczeństwa obywatelskiego we wspólnej sprawie, jaką jest stawienie oporu  autorytaryzmowi.

Autor : Muratbek KETEBAYEV

Źródło: respublika-kaz.info