Dlaczego Kazachowie „zasłużyli” na Nazarbayeva?

Mój poprzedni artykuł był poświęcony samozwańczemu „liderowi narodu”, który moim zdaniem jest głównym czynnikiem popychającym stronników demokracji i nacjonalistów do zjednoczenia sił. Dzisiaj chciałbym zająć się tematem, niezwykle bolesnym dla nacjonalistów, którego nie da się w żaden sposób ominąć, jeśli chcemy zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Mam na myśli Kazachów jako naród.

Ponieważ nieunikniona, surowa i niepozbawiona stronniczości ocena rosyjskojęzycznego i do tego jeszcze nie czystej krwi Kazacha (jeśli miałbym być dokładny, to mam sześć ósmych krwi kazachskiej , a jedną ósmą krwi ujgurskiej i tatarskiej) wywoła falę oburzenia, to pozwolę sobie powołać się na taki autorytet, jakim był wielki Abay Kunabayev.

Niestety, trzeba przyznać, że od czasów kiedy żył, to Kazachowie niezbyt mocno się zmienili. Tylko tyle, że stepowe rumaki zamienili na samochody i samoloty, a bogactwo zaczęli liczyć nie w baranach i koniach, a walucie wymienialnej i  nieruchomościach. Wszystko inne zostało bez zmian —poczynając od płaszczenia się przed bogatymi i silnymi, do powszechnego pragnienia uzyskania możliwie jak najwięcej i przy jak najmniejszym    wysiłku. Do tego jeszcze umiejętność popisywania się ponad wszelką miarę w każdym nadarzającym się wypadku. Plus lekceważenie prawa i dążenie do jego obchodzenia. Trudno skończyć ten żałosną wyliczankę.

O zdolności do konkurowania i nepotyzmie

W jednym z moich poprzednich artykułów napisałem, że kazachskojęzyczni Kazachowie w całości gorzej adaptowali się na rynku, i wykazali się mniejszą zdolnością do konkurowania  w porównaniu z rosyjskojęzycznymi Kazachami i rosyjskojęzycznymi mieszkańcami kraju w ogóle. Wywołało to falę oburzenia wśród kazachskich nacjonalistów i w kazachskojęzycznej  prasie. Mogę nie tylko powtórzyć powyższe twierdzenie, ale także go uzasadnić.

Zacznę od tego, że Kazachowie jako naród kształtują się właśnie teraz, ponieważ własną państwowość w ramach obecnych granic uzyskali dopiero po rozpadzie ZSRR. Dawne państwa koczowników, o ile mogą być uważane za poprzedników Republiki Kazachstanu, to tylko w sensie historycznym, gdyż zajmowały o wiele mniejsze terytoria i nigdy nie obejmowały całej kazachskiej ludności tamtych czasów. Tym, którzy się ze mną nie zgadzają radzę zwrócić uwagę, że dla wielu Kazachów jak dawniej stanowi priorytet ich rodowa i żuzowa (ponadplemienna grupa polityczno-ustrojowa u Kazachów – przyp. tłum.) przynależność, a nie narodowość.

Druga rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to zacofanie Kazachów jako narodu w całości. Wcale nie dlatego, że jesteśmy gorsi od innych.  Po prostu historycznie tak się złożyło, że kapitalizm, łamiący poprzednią archaiczną rodową strukturę społeczeństwa i przekształcający gospodarkę na zasady rynkowe, dotarł do Azji Środkowej i Kazachstanu o wiele później niż do europejskiej części ówczesnego rosyjskiego imperium. To w sposób nieunikniony odbiło się na dalszym rozwoju wydarzeń i kolejach losu tych ziem.

Władza radziecka, która w naszym regionie odniosła zwycięstwo o wiele później, akurat z tych samych powodów postawiła przed sobą zadanie poprowadzenia narodów,   znajdujących się w przedkapitalistycznym stadium rozwoju, do socjalizmu z pominięciem  etapu kapitalizmu. Niestety ta sztuka się nie udała. I chociaż udało się w istotny sposób poprawić poziom życia ludności, stworzyć prawie współczesny przemysł i rolnictwo, całkiem niezłe jak na tamte czasy systemy kształcenia, ochrony zdrowia, opieki społecznej, a także zapewnić praktycznie stuprocentowe zatrudnienie, to władzy radzieckiej nie udało się wykonać drugiego kluczowego zadania — nie zdołała zniszczyć systemu przynależności rodowej.  Tak samo, jak nie zdołała uczynić większości ludności obywatelami w pełnym znaczeniu tego słowa.

Co więcej, wystarczająco wysoki poziom ochrony socjalnej, ostatecznie od lat 50. ubiegłego wieku, w rzeczywistości zakonserwował archaiczną strukturę rodową narodu kazachskiego. Tą samą strukturę, która przy koczowniczym trybie życia zapewniała wyższy poziom przeżywalności i odporność, nawet w  warunkach rozwarstwienia społecznego i gospodarczego Kazachów, które było zauważalne na początku XX wieku.

W rezultacie w Kazachstanie, jak zresztą w innych środkowoazjatyckich i zakaukaskich republikach zawsze kwitł nepotyzm i kadry dobierano kierując się zasadą rodowej przynależności. Przypomnę tym, którzy nie pamiętają: stanowisk w rejonowym aparacie partyjnym, państwowym, komsomolskim i związkowym w południowych regionach naszej republiki z trudem wystarczało dla krewnych i klientów pierwszego sekretarza komitetu rejonowego KPZR. W efekcie drugi i trzeci sekretarz komitetu rejonowego, nie mówiąc o przewodniczącym rejonowego komitetu wykonawczego, pozostawali „bez swojej doli”. A jak tylko dostawali szansę zajęcia pierwszego miejsca w rejonie, to od razu zaczynali zamiatać pod siebie, zapełniając powstałe wakaty swoimi ludźmi.

Korzenie naszych problemów

Po rozpadzie systemu socjalistycznego i politycznego i rozkładzie ZSRR Kazachowie jako naród, z punktu widzenia mentalności znaleźli się ponownie na poziomie przedkapitalistycznym. Właśnie dlatego po 1991 roku, kiedy razem z KPZR zniknęła ideologiczna linia i wola polityczna, a wraz z ZSRR przepadł zewnętrzny nadzór i kontrola ze strony Moskwy, u nas zauważalnie wzmocnił się podział rodowy.

I to było słuszne, logiczne i efektywne. W najtrudniejszych i najcięższych warunkach pierwszych lat niezależności, Kazachowie sięgnęli po wypróbowane metody przeżycia —rodową solidarność i wzajemne poparcie. Co zresztą wielu pomogło dożyć do lepszych czasów, podczas gdy rosyjskojęzyczni obywatele bywało, że umierali z głodu i rozpaczy.

To moim zdaniem, wiele wyjaśnia, w tym również to, że przy formalnie podobnym ustroju państw postsowieckich faktycznie istniejące w nich systemy polityczne różniły się jak niebo i ziemia. Od republik parlamentarnych w krajach nadbałtyckich do super prezydenckich republik na Białorusi, w Rosji i Kazachstanie i jawnie średniowiecznych chanatów w Uzbekistanie i Turkmenistanie.

Tym samym potwierdza się teza, że każdy naród ma takiego władcę na jakiego zasługuje. I w tym sensie Kazachowie, stanowiący dwie trzecie wszystkich Kazachstańczyków (ogół ludności Kazachstanu, niezależnie od narodowości - przyp. tłum.) „zasłużyli” na Nazarbayeva.

Rzecz w tym, że od chwili uzyskania suwerenności i niezależności, skład narodowościowy naszego kraju uległ silnym zmianom. Wyjazd z kraju trzech milionów obywateli, przede wszystkich tych rosyjskojęzycznych i mieszkających w miastach, drastycznie zmniejszył demokratyczny elektorat. Do tego wyjeżdżali ci najbardziej aktywni, samodzielni, świadomi — ci, którzy mogli poprowadzić innych.

Strata ta został skompensowana przez przyjazd około miliona etnicznych Kazachów tzw. oralmanów, głównie z Mongolii, Chin i Uzbekistanu, a także przez naturalny przyrost, który wobec wyższego wskaźnika urodzin wśród Kazachów pochodzenia wiejskiego przypadł na tę grupę. Jeśli uwzględnić krytyczny spadek jakość wykształcenia zarówno średniego, jak i wyższego, upadek systemu ochrony zdrowia, upadek kultury – ogólnej i zawodowej — w takiej sytuacji, trudno się dziwić, że Kazachowie pod względem mentalnym, jako naród ponownie znaleźli się na przedkapitalistyczny etapie rozwoju.

W tym tkwią korzenie wielu naszych problemów. Spokojnie patrzymy, jak klasa posiadająca, w tym sam elbasy, okradają państwo i naród, ponieważ sami jesteśmy na to gotowi, by w każdym nadarzającym się przypadku zrobić to samo. Spokojnie patrzymy na dawanie i branie łapówek, bo sami jesteśmy gotowi dawać i brać. Oburza nas tylko, kiedy biorą niezgodnie z rangą i kiedy nie dotrzymują obietnicy. Zgadzamy się z twierdzeniem, że im więcej człowiek ma władzy, tym wyższe zajmuje miejsce w hierarchii i na więcej może sobie pozwolić. Itd.

Kończąc tę część artykułu, można powiedzieć, że Kazachstanowi bardzo mocno brakuje  obywateli z prawdziwego zdarzenia. Na razie jest ich zbyt mało i nie mogą się ujawnić w wystarczającej ilości, aby rozpocząć proces zmiany systemu politycznego, przetasowania sił i wprowadzenia nowych zasad obowiązujących w przestrzeni politycznej wewnątrz kraju. Chociażby dlatego, że rosyjskojęzyczni obywatele, których mentalność i spuścizna historyczna jest bardziej przystosowana do kapitalizmu i gospodarki rynkowej, wyjeżdżają i wymierają.

Większość kazachskojęzycznych mieszkańców kraju, mentalnie znajduje się na poziomie feudalnym i potrzeba trochę czasu, żeby rynek „przemielił”, przetrawił ich archaiczną  strukturę społeczną,  doprowadzając do rozpadu istniejących więzi społecznych. Kiedy to się wreszcie wydarzy, życie zmusi znaczną ilość tych ludzi do uświadomienia sobie, że teraz wszystko zależy od tylko od nich. Wtedy część z nich zacznie aktywnie bronić swoich praw i przeprowadzi zmiany wśród swoich priorytetów. Najpierw w sferze ekonomicznej, potem społecznej i na koniec politycznej.

Tą drogą kroczyły wszystkie inne narody i kraje, które dzisiaj określa się jako cywilizowane. I my też nie unikniemy tej drogi. Jeśli oczywiście, chcemy utrzymać się jako naród i państwo, a nie jako część innego narodu i innego państwa.

Dwa warianty kształtowania Kazachów jako nacji

Osobiście jest dla mnie  jasne, że współcześnie istnieją dwa warianty kształtowania Kazachów jako nacji. Pierwszy - nazwijmy go feudalnym - poprzez kształtowanie państwa narodowego, jak to miało miejsce w przeszłości, na przykład w Europie, kiedy naród zostawał ściśnięty w swoich nacjonalnych granicach i z kraju usuwano większość tych, których uważano za obcych. Na przykład Żydów, protestantów i muzułmanów, tak jak to miało miejsce we Francji i Hiszpanii.

I właśnie ten wariant mają de facto na myśli najbardziej aktywni kazachscy nacjonaliści, czasami mówiąc o tym otwarcie i wprost, a czasami skrycie i nie kończąc zdania. Historycznie taki wariant jest możliwy, ale jego cena może być bardzo wielka. I nie tylko dlatego, że aby go zrealizować, przyjdzie wylać morze łez, i dobrze jeśli skończy się tylko na nich, a nie na wielkim morzu krwi.

Ale dlatego, że według mojego twardego przekonania, jednolite pod względem narodowościowym kazachskojęzyczne kazachskie społeczeństwo będzie: po pierwsze;  o wiele bardziej izolowane od  świata i postępu niż społeczeństwo wielonarodowościowe. Po drugie; mimo woli zacznie ono zamykać się w sobie z powodu nieznajomości lub słabej znajomości  innych języków. Po trzecie; natychmiast po całkowitej kazachizacji powinna nastąpić całkowita islamizacja, a ta z powodu naszych cech charakteru nie zdoła uniknąć charakteru fundamentalistycznego. A to znaczy, że znowu zwrócimy się w stronę przeszłości. Podobnie, jak to ma miejsce dzisiaj w Egipcie, którego nowy prezydent chce wprowadzić nową Konstytucję na prawie szariatu.

Wszystko to uczyni z naszego kraju i całego narodu, ludzi niezdolnych do stawiania czoła konkurencji, a co za tym idzie, ludźmi zacofanymi. Przy zachowaniu światowych cen na produkty naftowe na zadowalającym poziomie, tym bardziej w sytuacji zwiększenia ich wydobycia i eksportu, rządząca elita przyjmie taki wariant z dużym zadowoleniem, ponieważ znacznie łatwiej jest sterować ludźmi niewykształconym, biernymi, zaplątanym w religijnym gąszczu.

Ale to znaczy, że oprócz wszystkiego innego, zostanie zakonserwowany nie tylko dzisiejszy system polityczny, ale też poziom i jakość życia większości Kazachów. Mnie osobiście to nie zadowala. Czy zadowala kazachskich nacjonalistów? Nie wiem. Jedno mogę powiedzieć na pewno — ci, którzy w swoich snach widzą państwo narodowe, gdzie wszyscy mówią i piszą wyłącznie po kazachsku, powinni się modlić do Nazarbayeva i jego następców.

Dlatego, że dzięki prowadzonej obecnej w kraju polityce społecznej i gospodarczej oraz polityce wewnętrznej, obserwuje się odpływ rosyjskojęzycznych obywateli, w tym również Kazachów. Już dziś średnia wieku Rosjan w Kazachstanie wynosi 45 lat, podczas gdy średnia wieku Kazachów wynosi 25 lat. Jeśli liczyć, że Kazachstańczyk średnio żyje 69 lat, to można prognozować, że za 25 lat etniczni Rosjanie po prostu u nas wymrą.

Drugi wariant, to kształtowanie kazachskiej nacji jako obywatelskiej. Czyli takiej, dla której znaczenie ma nie przynależność etniczna, a obywatelstwo. Osobiście popieram ten wariant, ponieważ stawia on na czele wszystkiego prawa człowieka, niezależnie  od narodowości,  ojczystego języka, wykształcenia, miejsca urodzenia i tak dalej. Najbardziej jaskrawy przykład stanowi USA, chociaż teraz tą drogą podąża coraz więcej krajów, w tym także Francja i wcale nie w mniejszym stopniu Rosja.

Dla Nazarbayeva taki wariant jest śmiertelny, ponieważ jego kluczowym elementem jest  ludzka masa, wśród której każdy obywatel ma świadomość posiadania niezbywalnych praw i swobód obywatelskich, a co więcej, jest gotów ich bronić i o nie walczyć. A do tego jeszcze wszyscy ci obywateli posiadają niezbędne instrumenty — poczynając od wolnych i uczciwych wyborów do możliwości posiadania broni palnej. Fakt, to ostatnia możliwość jest dostępna, nie wszędzie i nie zawsze.

Sądząc z tego, jak rozwijają się wydarzenia, wybierzemy najgorszy możliwy wariant. Chociaż przy odpowiedniej woli politycznej i zjednoczeniu wysiłków ze strony państwa i społeczeństwa można by było go uniknąć. Przecież posiadamy wszystkie potrzebne zalety — duży obszar w centrum kontynentu euroazjatyckiego, który w pewien sposób łączy Wschód z Zachodem, stosunkowo niewielką liczbę ludności, wiele bogactw naturalnych, nadmiar petrodolarów,  niezagospodarowane nisze  na rynku światowym i regionalnym, które moglibyśmy zająć.

Wprawdzie boję się, że swoją szansę już straciliśmy, ale o tym dokładniej napiszę w kolejnym materiale. Na koniec tego artykułu chciałbym jeszcze zauważyć: sądząc na podstawie wszystkiego wokół, dzisiejszy zryw aktywności wśród nacjonalistów należy tłumaczyć, że przeczuwają oni katastrofę grożącą Kazachom, chociaż nie pojmują ani jej rozmiarów, ani jej źródeł pochodzenia, ani tego, w co może się ona przekształcić.

Autor: Muratbek KETEBAYEV

Źródło: respublika-kaz.info

Więcej na temat: Nazarbayev, Ketebayev