Ukrainka Ludmiła Kozłowska: PiS odebrał mi drugą ojczyznę, ale nie zabrał nadziei

Opowiem wam, co ja, cudzoziemka, żona niewygodnego dla władzy Polaka, czuję po przejściu piekła, jakie państwo PiS zafundowało naszej rodzinie.

5 września Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzje wojewody mazowieckiego i szefa Urzędu ds. Cudzoziemców odmawiające mi prawa pobytu w Polsce. W myśl tajnej opinii szefa ABW miałam stanowić „zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”. Opinia ta stała się także podstawą krajowego i europejskiego zakazu wjazdu (SIS), co z kolei 14 sierpnia 2018 r. doprowadziło do mojej deportacji ze strefy Schengen.

Sąd zapoznał się z utajnionymi dokumentami i orzekł, że zawarte w nich informacje są „bardzo ogólnikowe”, „lakoniczne”, „niewystarczające do podjęcia decyzji o odmowie”, a wyciągnięte wnioski „nie wypływają w sposób racjonalny z zebranych materiałów”.

Sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia do wojewody mazowieckiego, który musi teraz albo przyznać mi prawo pobytu, albo w sposób bardziej wiarygodny uzasadnić odmowę. Może się też odwołać do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Te procedury mogą trwać kilka miesięcy. Dlatego wciąż jeszcze nie mogę wrócić do Polski, choć ten moment powoli się zbliża.

Opowiem wam, co ja, cudzoziemka, żona niewygodnego dla władzy Polaka, czuję po przejściu piekła, jakie państwo PiS zafundowało naszej rodzinie i współpracownikom w ciągu ostatnich dwóch lat.

Po pierwsze, po wyroku sądu czuję lekką ulgę i nadzieję, że Polska zawróci z autorytarnej, antyeuropejskiej drogi, na którą wprowadziła ją obecna władza. Jestem wdzięczna polskim sędziom za wytrwałość i odwagę w obronie niezawisłości. Doskonale wiem, jaką płacą za to cenę i czemu muszą stawić czoła. Mój przypadek dowodzi, że walka o wolne, apolityczne sądy ma fundamentalne znaczenie dla praw człowieka i jest obowiązkiem każdego, kto aspiruje do życia w wolnym państwie.

Zamierzam – w miarę moich sił i możliwości – w dalszym ciągu zabiegać o przywrócenie w Polsce praworządności. Będziemy sprzeciwiać się samowoli funkcjonariuszy partyjnych i ich propagandystów, którzy w poczuciu całkowitej bezkarności wybrali mnie na łatwą ofiarę, by zademonstrować siłę i zastraszyć innych. Wbrew ich oczekiwaniom skończyło się na kompromitacji państwa polskiego.

PiS chciał zniszczyć lub rozdzielić moją rodzinę

Kilka dni temu Maciej Wąsik, zastępca koordynatora służb specjalnych i nowego szefa MSW Mariusza Kamińskiego, na antenie Polskiego Radia przyznał, że dowody, którymi dysponowały przeciw nam polskie służby, były „niepełne” i niewystarczające, by zwrócić się do prokuratury. To dlatego posłużono się przeciw mnie ustawą o cudzoziemcach i procedurami właściwymi do przeciwdziałania terroryzmowi. W majestacie prawa uzasadnienie utajniono, zasłaniając się formułką, że jego ujawnienie mogłoby „wyrządzić poważną szkodę Rzeczypospolitej Polskiej”. Brzmi w tym określeniu prorocza ironia, jeśli uświadomimy sobie, że inne państwa UE i polskie sądy zakwestionowały decyzję polskich władz.

PiS chciał zniszczyć lub rozdzielić moją rodzinę, zszargać moją reputację, przekreślić marzenia oraz wszystko, co robię i kocham – tylko dlatego, że w kraju, który stał się moją drugą ojczyzną, ośmieliliśmy się z mężem upomnieć o respektowanie konstytucji i wartości europejskich.

Władzom częściowo się udało: pod wpływem propagandy niektórzy zdystansowali się od nas. „Na wszelki wypadek”, z ostrożności, bądź nie chcąc samemu się narażać. Ale na szczęście wielu innych opowiedziało się przeciw niesprawiedliwości i nadużywaniu władzy. Doświadczyliśmy też solidarności w innych krajach i strukturach europejskich, których nie przekonały tajne teczki ABW. To umożliwiło mi powrót do UE, pomimo gorących protestów i oburzenia polskiego rządu.

Dziękuję z całego serca każdemu, na kogo mogliśmy i nadal możemy liczyć.

Polska jak okupowany Krym

W ostatnich latach postrzegam Polskę jako kraj okupowany przez PiS, podobnie jak Krym jest okupowany przez Rosję. To mocne słowa, ale wypowiadam je z pełną świadomością ich znaczenia. Zawłaszczone i upartyjnione państwo PiS dąży bowiem do destrukcji wszystkiego, co staje mu na drodze, zatruwając relacje międzyludzkie i niszcząc sprzeciwiające mu się (a także całkiem przypadkowe) jednostki.

Sama pochodzę z okupowanego Krymu. Wiele osób stamtąd nie może wrócić do swoich rodzinnych domów i do swoich bliskich. Przykładami są m.in. Ołeh Sencow i Oleksander Kołczenko, niedawno uwolnieni z rosyjskiej niewoli.

Najtrudniej przeżywa się brak możliwości pożegnania członków rodziny w ich ostatniej drodze. Zakaz wjazdu do Polski spowodował, że nie mogliśmy z mężem odwiedzić tego lata jego ukochanej babci, która odeszła w ostatnich tygodniach w wieku 95 lat. Było to pierwsze i zarazem ostatnie lato, kiedy do niej nie przyjechaliśmy. PiS pozbawił mnie też prawa obecności na jej pogrzebie, ale mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli wspólnie pojawić się na jej grobie. W przypadku Krymu to niestety znacznie dłuższa perspektywa.

Oczywiście, Polskę i Rosję zdecydowanie odróżnia stopień opresyjności i skorumpowania władzy. Jednak podobieństwa pomiędzy systemem panującym w putinowskiej Rosji i na Krymie a tym instalowanym w Polsce przez Jarosława Kaczyńskiego są niestety uderzające. Wymienię tylko kilka cech wspólnych: aksjomat nieomylności i świętości przywódcy, ideologia wulgarnego (i pełnego hipokryzji) konserwatyzmu, mariaż tronu i ołtarza, awersja do Europy i jej wartości, traktowanie państwa i narodu jako oblężonej twierdzy i nieomal ostatniej nadziei ludzkości, podporządkowanie polityki zagranicznej wewnętrznym celom politycznym, oddanie państwa na żer partyjnym funkcjonariuszom, krewnym i znajomym królika, prymitywna i nienawistna propaganda, systemowa dyskredytacja niepokornych środowisk i jednostek.

Tęsknię za otwartą, tolerancyjną i przyjazną Polską

Determinacja społeczeństwa obywatelskiego, zainteresowanie niezależnych mediów, reakcje międzynarodowe i decyzje podejmowane przez niezawisłych sędziów są niezwykle istotne nie tylko dla mnie samej (bo mogą przywrócić mi prawo wjazdu do Polski i umożliwić mnie i mężowi dalszą walkę o nasze dobre imię) – są ważne dla wszystkich, bo dowodzą, że pewna swoich racji jednostka może skutecznie bronić swoich praw i wolności. Dlatego właśnie celami ataku polskiej władzy stali się prodemokratyczni aktywiści, media, instytucje europejskie i zwłaszcza – sądy. Gdyby nie one, już dawno byłoby po nas.

Tęsknię za otwartą, tolerancyjną i przyjazną Polską, która umożliwiła mi kiedyś realizację marzeń. Mieszkając tutaj i prowadząc fundację działającą na rzecz praw człowieka, mogłam pomagać ofiarom represji politycznych w krajach postsowieckich. Tę Polskę odebrał mi PiS, ale wierzę, że już niedługo Polacy podejmą przełomowe decyzje.

Nie mogę doczekać się dnia, kiedy Sejm stanie się znów otwartym domem dla zwykłych obywateli i szukających w nim wsparcia cudzoziemców, a polscy sędziowie nie będą musieli upominać się o konstytucyjnie należną im niezależność. Dnia, w którym Polska znów stanie się wzorem do naśladowania i prawdziwą bramą do Europy dla swoich wschodnich sąsiadów.

Proszę was: wygrajcie wybory. Za waszą i naszą wolność oraz wspólną przyszłość.

Ludmiła Kozłowska, obywatelka Ukrainy, jest prezesem zarządu Fundacji Otwarty Dialog, a prywatnie żoną Bartosza Kramka, przewodniczącego rady tej fundacji. Fundacja i osobiście Kramek narazili się PiS-owi, występując w obronie niezawisłości sądów i państwa prawa w Polsce.

W 2018 r. Kozłowska została deportowana z Polski i wpisana do unijnego systemu SIS, co powinno uniemożliwić jej wjazd do całej strefy Schengen. Wiele państw UE nie uznało tej decyzji i zezwoliło Kozłowskiej na wjazd. Polski rząd został zmuszony do usunięcia wpisu z SIS w czerwcu 2019 r., ale utrzymał krajowy zakaz wjazdu. Małżonkowie mieszkają dziś w Brukseli.

Europosłowie PiS postulowali odebranie fundacji Kozłowskiej i Kramka akredytacji przy Parlamencie Europejskim, jednak Komisja Europejska odrzuciła ich żądania.
Polski MSZ próbował przejąć na drodze sądowej kontrolę nad fundacją Otwarty Dialog, ale dwukrotnie przegrał proces.

Fundacja została objęta trwającą już ponad 2 lata (!) kontrolą skarbową. Władze zarzucają jej, że nie uiściła podatku od przychodów wydatkowanych na pomoc humanitarną przesłaną na Ukrainę. Sprawa została skierowana do urzędu skarbowego w Łodzi, w którym kierownikiem wydziału kontroli skarbowej jest brat byłego szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego.

Źródło: wyborcza.pl