29 sierpnia 2026 roku zmarł Andrzej Wielowieyski – prawnik, polityk, publicysta, żołnierz Armii Krajowej, działacz opozycji demokratycznej w czasach PRL, uczestnik najważniejszych wydarzeń polskiej historii XX wieku, a dla nas przede wszystkim wieloletni członek Rady Fundacji Otwarty Dialog, przyjaciel i autorytet. Miał 98 lat.
Jego biografia obejmuje niemal cały współczesny rozdział historii Polski. W czasie wojny służył w Armii Krajowej. W okresie PRL angażował się w działalność opozycji demokratycznej. W sierpniu 1980 roku był członkiem Komisji Ekspertów przy Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, a później kierował zespołem ekspertów „Solidarności”. Uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu. W wolnej Polsce był senatorem i posłem, wicemarszałkiem Senatu, a także posłem do Parlamentu Europejskiego. Został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Orderem Orła Białego.
Ale biografia nie mówi wszystkiego.
Bo Andrzej Wielowieyski był nie tylko świadkiem i współtwórcą historii. Był człowiekiem, który przez dziesięciolecia pozostawał aktywny, ciekawy świata i zaangażowany w sprawy innych. Dla kolejnych pokoleń był źródłem wiedzy, doświadczenia i – co równie ważne – odwagi do myślenia samodzielnego.
„Umarł Andrzej Wielowieyski – umarła epoka” – napisał po jego śmierci Bartosz Kramek, przewodniczący Rady Fundacji Otwarty Dialog. Trudno o trafniejsze określenie. Wielowieyski należał do pokolenia, które najpierw walczyło o przetrwanie i wolność, a później współtworzyło demokratyczną Polskę. Był jednym z tych ludzi, dla których zaangażowanie publiczne nie było epizodem ani zawodem, lecz formą odpowiedzialności za wspólnotę.
Jak przypomina Bartosz Kramek, Wielowieyski był jednocześnie „żołnierzem Armii Krajowej, urzędnikiem państwowym, ekspertem Solidarności i współorganizatorem Okrągłego Stołu, politykiem, mężem i ojcem siedmiorga dzieci”, a także publicystą i pisarzem. Był człowiekiem ogromnej erudycji, którego zainteresowania obejmowały historię, politykę, demografię, wojskowość, życie rodzinne i społeczne.
A jednak – mimo wszystkich funkcji, zasług i odznaczeń – pozostawał człowiekiem niezwykle bezpośrednim i bliskim innym.
„Był jednocześnie surowy i serdeczny, autentycznie ciekawy świata i zatroskany jego losami” – wspomina Kramek.
Z Fundacją Otwarty Dialog Andrzej Wielowieyski związał się już we wczesnych latach jej działalności. W 2011 roku, podczas szczytu OBWE w Warszawie, po raz pierwszy zetknął się z działalnością Fundacji, która angażowała się wówczas m.in. w obronę represjonowanych działaczy demokratycznych i robotników w Zhanaozen w Kazachstanie. W 2013 roku dołączył do Rady Fundacji i pozostał jej członkiem przez kolejne lata.
Nie był jednak członkiem Rady jedynie formalnie. Wspierał Fundację swoim doświadczeniem, wiedzą i autorytetem – także wtedy, gdy jej działalność spotykała się z coraz ostrzejszymi atakami politycznymi.
W 2017 roku, gdy Fundacja znalazła się pod silną presją ze strony władz, Wielowieyski publicznie stanął w jej obronie. W artykule opublikowanym na łamach „Gazety Wyborczej” pisał, że gdy w Polsce zakwestionowano rządy prawa, zakwestionowana została również istota misji Fundacji Otwarty Dialog. Rok później, komentując działania pisowskich władz wymierzone w Fundację i jej prezeskę Lyudmylę Kozlovską, mówił wprost, że atak na Otwarty Dialog jest sukcesem Rosji.
Był więc z nami nie tylko w spokojnych momentach. Był szczególnie wtedy, kiedy jego doświadczenie i autorytet były najbardziej potrzebne. Jak wspomina Bartosz Kramek:
„Mogliśmy zawsze na Nim polegać. Był z nami we wszystkich kryzysach, w pełni identyfikując się z naszą organizacją i jej działalnością”.
Od obrony praw człowieka w krajach Europy Wschodniej, przez sprawę nadużywania Interpolu przez reżimy autorytarne, wsparcie dysydentów i uchodźców politycznych, po pomoc Ukrainie oraz obronę praworządności i wartości europejskich w Polsce – Wielowieyski pozostawał po stronie Fundacji.
Wspomnienia o Andrzeju Wielowieyskim nie byłyby pełne bez tych drobnych scen, które najlepiej pokazują człowieka stojącego za wielką biografią.
Bartosz Kramek pamięta jego charakterystyczne powitanie: „Cześć panie Bartku!”. A na widok założycielki Fundacji Lyudmyly Kozlovskiej – szeroki uśmiech i pełne energii: „Ludmiła!”. Wielowieyski szczególnie cenił jej energię, pasję i konsekwencję w działaniu. Był też wielkim przyjacielem Ukrainy i wspierał jej drogę ku Europie.
Jego zainteresowanie światem i ludźmi nie słabło wraz z wiekiem. Do ostatnich lat uczestniczył w spotkaniach, naradach i wydarzeniach. Co roku pojawiał się na OBWE i innych międzynarodowych konferencjach poświęconych prawom człowieka. W domu w Falenicy, wśród książek i dokumentów, przyjmował odwiedzających herbatą i słodkościami, skrupulatnie notując nazwiska i fakty. A potem – jak wspomina Bartosz Kramek – potrafił jako dziewięćdziesięciolatek uparcie odwozić gości na stację swoim czerwonym Fiatem Punto. To właśnie ta niezwykła kombinacja powagi i zwyczajności pozostanie w naszej pamięci.
Marcin Mycielski, wiceprezes Zarządu i dyrektor wykonawczy Fundacji, znał Andrzeja Wielowieyskiego również z bardziej osobistej strony – jako szefa, mentora, wuja i wreszcie, jak sam pisze, „mocno starszego kolegę z pracy”. W ostatnich latach spotykał się z nim kilka razy w roku, również po to, by razem z Bartoszem Kramkiem zdawać mu relację z działalności Fundacji.
Podczas jednego z ostatnich takich spotkań Wielowieyski, przygotowując dedykację do swojej książki, zapytał, który mamy rok. Odpowiedź brzmiała: „dwudziesty piąty”.
„– A tak. Tysiąc… dziewięćset… dwudziesty… piąty… – zaczął pisać. Oczywiście się roześmialiśmy. Ale równolegle przeszły mnie ciarki” – wspomina Mycielski.
Bo człowiek, który pamiętał dwudziestolecie międzywojenne, przez kolejne stulecie nie tylko obserwował historię, ale sam był jednym z tych, którzy ją współtworzyli.
„Żywy pomnik historii” – napisał Mycielski. I dodał: „Od którego wychodziło się zawsze zainspirowanym, ale i z uśmiechem”.
Andrzej Wielowieyski pozostawił po sobie ogromny dorobek publiczny, polityczny i intelektualny. Ale pozostawił też coś trudniejszego do zapisania w biografii – sposób myślenia o odpowiedzialności za innych. Wielokrotnie powtarzał, że solidarność nie jest wyłącznie słowem czy historycznym symbolem. W rozmowach z protestującymi robotnikami naftowymi z Żanaozen podkreślał, że solidarność w działaniu oznacza samoorganizację i współodpowiedzialność za innych. To przesłanie pozostaje szczególnie bliskie naszej Fundacji.
Wielowieyski wierzył w prawa człowieka, demokrację, europejską solidarność i odpowiedzialność obywatelską nie jako abstrakcyjne idee, lecz jako wartości, których trzeba bronić w konkretnych sytuacjach i wobec konkretnych zagrożeń. Dlatego tak ważne było dla nas jego wsparcie. I dlatego jego odejście jest dla Fundacji czymś więcej niż stratą wybitnego członka Rady.
Tracimy człowieka, do którego można było przyjść po radę. Człowieka, który pamiętał ludzi i ich historie. Człowieka, który potrafił być wymagający, ale jednocześnie serdeczny; stanowczy, a zarazem pełen ciekawości i otwartości. Człowieka, którego ogromny autorytet nigdy nie oddzielił od innych ludzi.
Bartosz Kramek napisał, że Andrzej Wielowieyski „roztaczał wokół siebie nimb człowieka-legendy, pozostając jednocześnie na wskroś ludzki”. Chcemy zapamiętać Go właśnie takim – jako człowieka, który przeszedł przez najtrudniejsze momenty polskiej historii, nie tracąc wiary w ludzi. Jako przyjaciela Polski, Ukrainy i Europy. Jako mentora kilku pokoleń demokratów. Jako członka naszej Fundacji, który do końca interesował się jej sprawami i nie zamierzał rezygnować z odpowiedzialności za wspólne dzieło.
Andrzeju, dziękujemy Ci za Twoją obecność, zaufanie, mądrość, odwagę i przyjaźń. Za wszystkie rozmowy, rady, spory i uśmiechy. Za to, że byłeś z nami wtedy, gdy było łatwo – i przede wszystkim wtedy, gdy było trudno.
Odszedł człowiek niezwykły. Odszedł przyjaciel. Odszedł świadek i współtwórca historii. Pozostaje pamięć – i zobowiązanie, by wartości, którym poświęciłeś swoje życie, nadal chronić.
Cześć Jego Pamięci.
Wyrazy najgłębszego współczucia składamy Rodzinie, Bliskim i wszystkim, którzy mieli szczęście Go znać.
Zdjęcie u góry: wyborcza.pl
Czytaj również:


