Podsumowanie
Mieszkaniec Strefy Gazy, Sami Jamal Al-Shannat, zebrał ponad 55 tys. funtów za pośrednictwem platformy GoFundMe, aby wesprzeć swoją rodzinę. Platforma nie umożliwia jednak bezpośrednich wypłat do Strefy Gazy, dlatego środki zostały przekazane wskazanemu beneficjentowi mieszkającemu w kraju obsługiwanym przez serwis. Sami twierdzi, że później ten mechanizm zawiódł, a jego rodzina nie otrzymała całej zebranej kwoty. Jego historia pokazuje problem związany z crowdfundingiem humanitarnym – przepisy bankowe, sankcje i ograniczenia dotyczące płatności często wymuszają przekazywanie środków za pośrednictwem osób trzecich. Platformy oparte na Bitcoinie, takie jak Agora i Geyser, rozwijają modele, które umożliwiają beneficjentom bezpośrednią kontrolę nad środkami, przy jednoczesnym wykorzystaniu mechanizmów weryfikacji prowadzonych przez społeczności lub organizacje w celu zachowania zaufania i odpowiedzialności.
Kiedy Sami Jamal Al-Shannat zebrał ponad 55 tys. funtów za pośrednictwem kampanii w serwisie GoFundMe, aby pomóc swojej rodzinie uciec przed wojną w Strefie Gazy, wydawało się, że najtrudniejsza część jest już za nim.
GoFundMe pobrał opłatę w wysokości 3,9%, czyli 2 176,02 funta, jednak platforma nie realizuje wypłat do Strefy Gazy. Pozostałe środki musiały więc zostać przekazane wskazanemu beneficjentowi mieszkającemu w kraju obsługiwanym przez platformę, który następnie miał przesłać je rodzinie.
Takie rozwiązanie spełniało wymogi platformy dotyczące wypłat, ale sprawiało, że ostateczne przekazanie pieniędzy zależało wyłącznie od zaufania między osobami prywatnymi. Sami twierdzi, że porozumienie z jego szwagrem, który pełnił rolę beneficjenta, ostatecznie się nie doszło do skutku. Do dziś nie otrzymał całej kwoty zebranej dla swojej rodziny, a spór pozostaje nierozstrzygnięty. Jak podkreśla, nie jest to jedynie konflikt finansowy – utrata tych środków pozostawiła jego żonę i dzieci w sytuacji skrajnej bezbronności.
– Problemem nie było zebranie pieniędzy – powiedział, przebywając w obozie dla osób przesiedlonych w Strefie Gazy. – Problem zaczął się w chwili, gdy musieliśmy polegać na kimś innym, aby odebrał je w naszym imieniu.
Sami podkreśla, że jego priorytetem jest odzyskanie pieniędzy oraz wyciągnięcie konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za tę sytuację. Próbuje znaleźć prawnika, jednak – jak mówi – z Gazy nie ma ani środków finansowych, ani odpowiednich kontaktów, które pozwoliłyby mu uzyskać pomoc prawną. Liczy również na dalsze wsparcie dla swojej rodziny, ponieważ wojna powoduje gwałtowny wzrost cen żywności i innych podstawowych artykułów.
GoFundMe nie odpowiedział na liczne prośby o komentarz skierowane do firmowego biura prasowego i kanałów kontaktowych dla mediów. Bez odpowiedzi pozostały również bezpośrednie wiadomości wysłane za pośrednictwem LinkedIna do dyrektora generalnego Tima Cadogana oraz dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Margaret Richardson. Zautomatyzowany system obsługi klienta platformy nie umożliwił natomiast kontaktu z zespołem odpowiedzialnym za relacje z mediami.
Pułapka zgodności z przepisami
Historia Samiego pokazuje szerszy problem związany z crowdfundingiem humanitarnym. Platformy internetowe muszą działać zgodnie z przepisami bankowymi, reżimami sankcyjnymi oraz regulacjami dotyczącymi przeciwdziałania praniu pieniędzy, które ograniczają miejsca, do których mogą przekazywać środki.
Te ograniczenia wynikające z wymogów zgodności z przepisami mogą również paraliżować działalność międzynarodowych organizacji zajmujących się ochroną praw człowieka. Lyudmyla Kozlovska, prezes Fundacji Otwarty Dialog, wskazuje, że jej organizacja doświadczyła tego w pierwszych, kluczowych miesiącach rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku, kiedy platformy takie jak PayPal, GoFundMe i Wise blokowały prowadzone przez Fundację zbiórki na rzecz Ukrainy. Dzięki wykorzystaniu Bitcoina Fundacja mogła ominąć ograniczenia tradycyjnego systemu finansowego i dostarczyć pomoc humanitarną już drugiego dnia wojny.
Od lat organizacje charytatywne, humanitarne oraz firmy technologiczne zmagają się z problemem skutecznego przekazywania środków osobom, które nie mają dostępu do systemu finansowego. Coraz więcej twórców nowych rozwiązań uważa, że obecny model opiera się na zbyt wielu pośrednikach – zwłaszcza wtedy, gdy pieniądze muszą przekraczać granice państw lub trafiać do osób mieszkających w jurysdykcjach objętych ograniczeniami.
Nowa architektura zaufania
Michele Morucci, współzałożyciel platformy crowdfundingowej Geyser, działającej w oparciu o Bitcoina, uważa, że sednem problemu jest zaufanie.
– Ludzie myślą, że największym wyzwaniem jest przesłanie pieniędzy – powiedział. – Tak nie jest. Największym wyzwaniem jest zdecydowanie to, komu można zaufać.
Darczyńcy zazwyczaj nie znają osób, którym pomagają. Polegają na platformach, organizacjach pozarządowych, dziennikarzach i liderach społeczności, którzy pomagają im ocenić, czy dana zbiórka jest wiarygodna. Wyeliminowanie jednego pośrednika ma sens tylko wtedy, gdy w jego miejsce pojawi się rozwiązanie budzące równie duże zaufanie.
Platforma Geyser weryfikuje projekty przed ich uruchomieniem i wymaga od ich twórców przedstawienia dowodów prowadzonej działalności, informacji o zespole oraz – w razie potrzeby – dodatkowej dokumentacji. Projekty, które nie są w stanie wykazać wystarczającej wiarygodności, nie otrzymują zgody na publikację.
Platforma Geyser współpracuje z ponad 100 partnerami terenowymi (Geyser Field Partners), którzy pomagają identyfikować i wspierać projekty w społecznościach, które znają z własnego doświadczenia. Jak wyjaśnia Michele Morucci, tworzy to swoisty łańcuch zaufania łączący lokalne społeczności z darczyńcami z całego świata. Celem jest uczynienie zaufania bardziej przejrzystym i łatwiejszym do zweryfikowania.
Michele podkreśla, że dzięki tym partnerom społecznościowym udało się już przekazać 12 milionów satoshi na projekty realizowane w ich własnych społecznościach. W momencie publikacji artykułu odpowiadało to kwocie około 5 600 funtów. Jest to równowartość 0,12 bitcoina, ponieważ jeden bitcoin składa się ze 100 milionów satoshi. Jednocześnie przyznaje, że model ten jest wciąż stosunkowo nowy, a dostępne dane są jeszcze ograniczone.
Problem wykraczający poza jedną zbiórkę
Słabość systemu, którą ujawniła sprawa Samiego, nie jest odosobnionym przypadkiem. Platformy crowdfundingowe potrafią zebrać pieniądze dla rodzin dotkniętych wojną, katastrofami czy represjami w ciągu zaledwie kilku godzin, jednak bezpieczne przekazanie ich właściwym odbiorcom okazuje się znacznie bardziej skomplikowane.
GoFundMe nie jest jedyną platformą ograniczającą możliwość wypłaty środków do określonych krajów. Największe serwisy crowdfundingowe są uzależnione od banków i operatorów płatności, dlatego muszą przestrzegać sankcji obowiązujących w poszczególnych jurysdykcjach, wymogów dotyczących weryfikacji tożsamości oraz przepisów przeciwdziałających praniu pieniędzy.
Jeżeli bezpośrednia wypłata środków nie jest możliwa, organizatorzy zbiórek często muszą wskazać beneficjenta mieszkającego w innym kraju, który odbierze pieniądze w ich imieniu. Taki model może spełniać wymogi prawne i bankowe platformy, ale jednocześnie przenosi odpowiedzialność na osobę, której powierzono odebranie i przekazanie środków.
W praktyce oznacza to, że gdy pieniądze trafią do wskazanego beneficjenta, platforma może uznać swoją rolę za zakończoną, mimo że środki nie dotarły jeszcze do osoby, na rzecz której zorganizowano zbiórkę. Jeśli później relacja pomiędzy stronami ulegnie pogorszeniu, faktyczny odbiorca może mieć bardzo ograniczone możliwości dochodzenia swoich praw za pośrednictwem platformy.
Dokumentacja kampanii oraz udostępniona korespondencja pokazują, że przez wiele miesięcy podejmowano liczne próby przekazania środków, ich rozliczenia oraz prowadzono korespondencję z działem wsparcia GoFundMe. Tymczasem projekty crowdfundingowe oparte na Bitcoinie testują alternatywne sposoby radzenia sobie z tymi samymi problemami dotyczącymi zaufania i przekazywania płatności.
Przeniesienie zaufania na podmiot weryfikujący
Platforma Agora podchodzi do kwestii zaufania w odmienny sposób. Umożliwia bezpośredni przepływ środków między darczyńcami a odbiorcami, natomiast sam proces weryfikacji powierzony jest organizacjom i osobom, które mają bezpośrednią wiedzę o danej zbiórce.
Mary Kate Fain, współzałożycielka Soapbox – zespołu stojącego za platformą Agora – wyjaśnia, że darczyńcy nie muszą znać osoby proszącej o pomoc. Mogą natomiast znać i ufać organizacji, która potwierdziła jej wiarygodność.
– Dzięki temu zaufanie przenosi się z samej kampanii na podmiot, który ją zweryfikował – mówi Mary Kate. – Możesz nie znać osoby proszącej o pomoc, ale możesz znać i ufać organizacji, która potwierdziła jej wiarygodność.
Model ten pozostawia jednak ostateczną decyzję darczyńcy. Zbiórka może być widoczna na platformie nawet wtedy, gdy nie została zweryfikowana przez żadną organizację. Z kolei zaufane instytucje mogą dostarczyć dodatkowych informacji i zwiększyć wiarygodność kampanii, nie stając się jednocześnie jedynym arbitrem decydującym o jej losie.
– Nadal możesz utworzyć zbiórkę, nawet jeśli nikt nie może Cię zweryfikować – wyjaśnia Mary Kate. – Podmioty weryfikujące zapewniają dodatkowy poziom wiarygodności tam, gdzie jest on naprawdę potrzebny.
Agora eliminuje również samą platformę crowdfundingową z procesu przekazywania pieniędzy. Darowizny trafiają bezpośrednio do portfela cyfrowego kontrolowanego przez odbiorcę, co ogranicza ryzyko zatrzymania środków przez platformę lub konieczności przekazywania ich przez osoby trzecie, zanim dotrą do rodziny.
Bitcoin umożliwia przesyłanie pieniędzy ponad granicami bez konieczności ich przetrzymywania przez platformę lub przekazywania za pośrednictwem wskazanego beneficjenta. Nadal jednak pozostają wyzwania związane z bezpieczeństwem portfeli cyfrowych, dostępem do nich oraz zmiennością kursu wymiany.
Dla Mary Kate możliwość sprawowania bezpośredniej kontroli nad środkami ma znaczenie wykraczające poza sam proces płatności.
– Nie możemy odebrać Ci konta. Nie możemy wyłączyć Twojej zbiórki. Nie możemy zabrać Twoich pieniędzy – mówi. – Dla osób, które doświadczyły traumy i utraciły kontrolę nad własnym życiem, może to być niezwykle wzmacniające doświadczenie.
Bezpośrednie przekazywanie środków nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. Zbiórki nadal muszą być weryfikowane, darczyńcy nadal potrzebują wystarczających informacji, by podejmować świadome decyzje, a beneficjenci wciąż mogą wykorzystać otrzymane środki niezgodnie z przeznaczeniem. Model Agory ma sprawić, by tego rodzaju ryzyko było bardziej widoczne i łatwiejsze do oceny, jednocześnie dając beneficjentom większą kontrolę nad pieniędzmi zebranymi w ich imieniu.
Niezamierzone konsekwencje sankcji finansowych
Doświadczenie Samiego nie jest odosobnionym przypadkiem, ponieważ sam problem ma charakter systemowy. Na całym świecie aktywiści, dziennikarze i organizacje humanitarne coraz częściej napotykają trudności w przekazywaniu legalnych środków finansowych przez granice państw. Dzieje się tak, ponieważ regulacje dotyczące sektora finansowego stają się coraz bardziej złożone, a sankcje coraz częściej obejmują całe jurysdykcje, zamiast wyłącznie rządów, przeciwko którym pierwotnie były wymierzone.
Femi Longe, Global Freedom Tech Strategy Lead w Human Rights Foundation, uważa, że takie ograniczenia często prowadzą do niezamierzonych konsekwencji, uderzając właśnie w tych ludzi, którym finansowanie humanitarne miało pomagać.
– Tradycyjne platformy crowdfundingowe podlegają regulacjom, a ponieważ umożliwiają przepływ środków przez granice państw, muszą przestrzegać przepisów dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz sankcji – wyjaśnia. – Problem polega na tym, że regulacje te często uderzają w legalnie działające grupy opozycyjne, organizacje non profit i zwykłych ludzi, zamiast wyłącznie w rządy, przeciwko którym miały być wymierzone.
Femi wskazuje na przykład organizacji działających zgodnie z prawem w państwach objętych sankcjami, które mimo to mają ogromne trudności z otrzymywaniem darowizn. Co więcej, ujawnienie powiązań finansowych może narazić darczyńców lub ich bliskich pozostających w kraju pochodzenia na działania odwetowe.
– Istnieje wiele całkowicie uzasadnionych powodów, dla których ktoś może chcieć zachować anonimowość swoich przepływów finansowych i darowizn – mówi. – Obecny system finansowania społecznościowego nie uwzględnia w wystarczającym stopniu takich potrzeb.
Lyudmyla Kozlovska zwraca uwagę, że problem ten wykracza daleko poza kwestie administracyjne. Jej zdaniem mamy do czynienia z aktywnym zjawiskiem transnarodowych represji finansowych (transnational financial repression), w ramach których reżimy autorytarne wykorzystują globalne regulacje AML/CFT jako narzędzie pozbawiania dysydentów dostępu do usług bankowych – nawet w krajach zachodnich.
Przypomina przy tym przełomową rezolucję Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE z lipca 2026 roku, w której transnarodowe represje finansowe zostały uznane za systemowe zagrożenie. Rezolucja wzywa również do zapewnienia skuteczniejszej ochrony prywatności darczyńców oraz wspierania cyfrowych narzędzi umożliwiających zachowanie anonimowości. Jak podkreśla Lyudmyla, rozwiązania płatnicze oparte na Bitcoinie stają się dla prześladowanych darczyńców i aktywistów niezbędnym narzędziem umożliwiającym dalsze funkcjonowanie.
Grupy opozycyjne, niezależni dziennikarze i organizacje społeczeństwa obywatelskiego często są uzależnione od międzynarodowych darowizn, które pozwalają im kontynuować działalność. Jeżeli przekazywanie takich środków staje się coraz trudniejsze lub łatwiejsze do monitorowania, sama infrastruktura finansowa może przekształcić się w kolejne narzędzie wywierania presji.
Nie oznacza to jednak, że regulacje finansowe powinny zostać zniesione. Publiczne zbiórki wymagają odpowiedzialności, przejrzystości i mechanizmów chroniących darczyńców przed oszustwami. Wszystkie osoby, z którymi rozmawiał autor artykułu, przyznają, że jest to poważne wyzwanie i że nie istnieje rozwiązanie idealne.
Zdaniem Femiego celem powinno być ograniczenie liczby zbędnych pośredników, bez rezygnacji z mechanizmów zapewniających odpowiedzialność.
– Jeżeli organizatorzy zbiórek będą mogli bezpośrednio kontrolować portfele, do których trafiają środki, będzie to krok naprzód w porównaniu z obecnym modelem – mówi. Jednocześnie podkreśla, że weryfikacja i odpowiedni nadzór pozostają nieodzownymi elementami każdego systemu obsługującego publiczne darowizny.
Przypadek Samiego uwidacznia fundamentalną słabość obecnej architektury finansowania pomocy humanitarnej. Systemy oparte na bankach, operatorach płatności i granicach jurysdykcji często nie są w stanie skutecznie przekazać pieniędzy osobom żyjącym w warunkach wojny, represji politycznych czy kryzysów humanitarnych. Żaden z rozmówców nie twierdzi jednak, że sama technologia jest w stanie rozwiązać wszystkie problemy związane z finansowaniem pomocy humanitarnej.
Bezpośrednie przekazywanie środków odbiorcy eliminuje jedną z warstw ryzyka. Nie daje jednak gwarancji, że zbiórka jest autentyczna, organizator działa uczciwie ani że przekazane darowizny zostaną ostatecznie wykorzystane zgodnie z deklarowanym celem.
– Nie uważam, że Bitcoin rozwiązuje wszystkie problemy – podkreśla Femi. – Nadal potrzebny jest system weryfikujący osobę zakładającą zbiórkę. Nadal konieczne jest zapewnienie odpowiedzialności za sposób wykorzystania środków. Te wyzwania nie znikają tylko dlatego, że płatności stają się bezpośrednie.
Podobnego zdania jest również Michele Morucci. Platforma Geyser weryfikuje kampanie przed ich uruchomieniem, zachęca organizatorów do przedstawiania materiałów potwierdzających ich wiarygodność oraz opiera się na zaufanych członkach społeczności, którzy z czasem pomagają budować reputację projektów. Z kolei Agora również uczyniła proces weryfikacji centralnym elementem swojego modelu, umożliwiając uznanym organizacjom i osobom publiczne potwierdzanie wiarygodności kampanii, bez powierzania im jednocześnie kontroli nad zebranymi środkami.
Twórcy obu platform nie twierdzą, że udało im się wyeliminować potrzebę zaufania. Starają się jednak na nowo zaprojektować sposób, w jaki jest ono budowane.
Bitcoin jako protokół bazowy
Nowa generacja platform crowdfundingowych wykorzystujących Bitcoina to coś więcej niż doraźna próba naprawienia niedoskonałości tradycyjnego modelu. Oznacza ona zmianę całego sposobu funkcjonowania systemu.
Otwarte sieci płatnicze mogą zapewnić beneficjentom bezpośrednią kontrolę nad środkami zebranymi w ich imieniu, podczas gdy zdecentralizowane sieci zaufania pomagają darczyńcom zdecydować, komu warto udzielić wsparcia.
Choć ocena wiarygodności, weryfikacja oraz odpowiedzialność pozostają niezbędnymi elementami każdego systemu finansowania społecznościowego, ta otwarta architektura pozwala ominąć ograniczenia tradycyjnego systemu finansowego oraz bariery regulacyjne, które uniemożliwiają klasycznym platformom dotarcie do osób najbardziej potrzebujących pomocy.
Źródło: forbes.com

