„Dziel i rządź”, tę starą rzymską maksymę bardzo dobrze przyswoili Rosjanie. Kreml skutecznie dzieli nasze społeczeństwo i konfliktuje nas z Ukrainą. Jak długo będziemy im na to pozwalać?
Od trzech lat Ukraińcy błagają Zachód o ustanowienie strefy zakazu lotów nad ich krajem. Choć ukraińska obrona przeciwlotnicza zasadniczo skutecznie uniemożliwiła Rosji panowanie w powietrzu nad Ukrainą, jej rakiety, bomby szybujące i drony uderzeniowe każdego dnia zabijają ludzi i niszczą miasta. Europa odmawia zaangażowania z uwagi na obawę przed konfrontacją z Moskwą. To tchórzostwo i strategiczny błąd, który zaprasza Putina do dalszej agresji i testowania naszych granic. Nie tylko metaforycznie. Atak dronów na Polskę w nocy z 9 na 10 września to wielopoziomowy test: skuteczności systemu obrony, reakcji państwa i społeczeństwa, wreszcie odpowiedzi NATO. Jeśli nie zamkniemy nieba nad Ukrainą, rosyjskie drony będą spadać coraz bliżej Warszawy i Berlina.
Rosyjski stan wojny
Jesteśmy w momencie zwrotnym: po raz pierwszy zostaliśmy zmuszeni do częściowego zamknięcia przestrzeni powietrznej na wschodzie kraju – wstrzymany został ruch lotniczy na lotniskach w Warszawie, Modlinie, Lublinie i Rzeszowie.
Żeby wygrać wojnę musimy przestać wypierać ją ze świadomości. Rosja toczy wojnę z „kolektywnym Zachodem” i jest to teza, którą posługuje się rosyjska propaganda, by uzasadnić brak postępów w jej agresji przeciwko Ukrainie. Teza fałszywa o tyle, że Zachód – choć dostarcza Ukrainie broń i pieniądze, a na Rosję nałożył sankcje – w działaniach zbrojnych nie uczestniczy i bardzo się stara zapobiec „eskalacji”. Jednocześnie Rosja na wielką skalę prowadzi niewypowiedzianą wojnę hybrydową przeciwko nam – wojna informacyjna jest jednym z jej elementów.
Przyzwyczailiśmy się i zaakceptowaliśmy rosyjską propagandę i dezinformację, szerzenie niebezpiecznych fake newsów i teorii spiskowych. W efekcie dostaliśmy skrajną polaryzację społeczną, wzrost nastrojów populistycznych i nacjonalistyczną falę w życiu społecznym i polityce. Pozwalamy rozgrywać się jak dziecko, które nie chce sprowokować starszego kolegi, a ten w efekcie pozwala sobie na coraz więcej. W rzeczywistości geopolitycznej absurd polega na tym, że – obiektywnie – starszym kolegą jesteśmy my: jeśli nie jako Zachód, to jako Europejczycy. Pozwalamy się terroryzować słabszemu agresorowi, który przewyższa nas o głowę wolą walki. Ten problem jest w umysłach.
Nie odpowiedzieliśmy na upadki pojedynczych rosyjskich dronów w naszym kraju, prosząc się o dalszą penetrację polskiej przestrzeni powietrznej. To właśnie nastąpiło – Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że została ona „wielokrotnie naruszona”. Jeden z dronów uderzył w dom na Lubelszczyźnie. Nie odpowiadamy także w żaden sposób na regularne zakłócanie sygnału GPS przez Rosję – już nie tylko nad Bałtykiem i w północno-wschodniej Polsce – co wiąże się z poważnym niebezpieczeństwem dla ruchu lotniczego. Z tego powodu samolot Ryanair z Gdańska do Bratysławy został wczoraj zmuszony do awaryjnego lądowania w Wiedniu.
Politycy wysyłają uspokajające komunikaty, zapewniając, że system obronny zadziałał. Dronów, które spadły poszukuje WOT. Charakterystyczne, że o naruszeniu polskiego nieba jako pierwsi informowały ukraińskie media i blogerzy.
Parę tygodni wcześniej odpowiedzią rządu na upadek rosyjskiego drona pod Osinami było zapewnienie – w zamyśle miało uspokoić coraz bardziej niechętne Ukraińcom społeczeństwo – że nie wyślemy wojska do Ukrainy. Tym samym wykluczyliśmy się z ewentualnej misji pokojowej z udziałem m.in. czołowych krajów europejskich, sztandarowej inicjatywy mającej gwarantować przestrzeganie zawieszenia broni. Oczywiście, zawieszenie broni i misja pokojowa są dziś mało realne (choćby ze względu na brak zainteresowania Rosji przerwaniem walk), pozostają jednak istotnym postulatem politycznym. Polska zabiegając o wzrost swojego znaczenia w kontekście Ukrainy, sama sabotuje swoje wysiłki w tym zakresie.
Jeśli chcemy być przez Ukraińców traktowani jako strategiczny partner i zachować elementarną powagę w UE i NATO, musimy przestać zachowywać się jak rozchwiany emocjonalnie sabotażysta. Jeśli Karol Nawrocki, wetując ustawę o pomocy dla obywateli Ukrainy przymierza się do wyrzucenia z Polski miliona uchodźców – głównie kobiet i dzieci – to występuje przeciwko polskiej racji stanu wpisując się w politykę Kremla. Co więcej, prowadzi także do bezprecedensowego nakręcenia nastrojów ksenofobicznych i ukrainofobii. Rosja nie musi prowadzić wojny informacyjnej, skoro polski prezydent robi to za nią.
Strefa zakazu lotów
Jeśli rząd nie chce zrewidować stanowiska w zakresie udziału polskiego wojska w ewentualnej misji w Ukrainie, powinien ustanowić strefę zakazu lotów nad zachodnią częścią tego kraju. Niekoniecznie musi to być inicjatywa NATO (co jest obecnie nierealne choćby ze względu na politykę USA i opory innych krajów), lecz model „koalicji chętnych”, do której stopniowo dołączą inne państwa. Obok wymiaru politycznego, pożądane wsparcie dotyczy dostaw i rozwijania zdolności w obszarze systemów antyrakietowych, samolotów myśliwskich, pocisków ziemia-powietrze i powietrze-powietrze.
Obrona ukraińskiej przestrzeni powietrznej jest w pełni uzasadniona zagrożeniem dla nas. Projekt ten można realizować etapami i – co istotne – odpalać rakiety w ścisłej koordynacji ze stroną ukraińską, z polskiej strony granicy. W praktyce oznaczałoby to, że Polska nie przejmie całkowitej odpowiedzialności za ochronę ustalonego obszaru, lecz uzupełni wysiłki ukraińskiej obrony powietrznej. Zdobylibyśmy cenne doświadczenie, począwszy od detekcji wrogich środków rażenia, logistyki i współdziałania różnych systemów, które w relatywnie skuteczną, komplementarną strukturę potrafiła stworzyć Ukraina.
Nie oznacza to wojny z Rosją (która zresztą formalnie nie wypowiedziała jej nawet Ukrainie). Podstawą zaangażowania będzie porozumienie z suwerenną stroną ukraińską. Rosyjskie samoloty nie zapuszczają się nad zachodnią Ukrainę, więc w praktyce mówimy o zestrzeliwaniu rosyjskich pocisków i systemów bezzałogowych (dronów). Dotychczasowe doświadczenie z putinowską Rosją uczy, że stanowcza postawa działa odstraszająco, a brak adekwatnej reakcji zachęca do dalszej agresji.
Byłoby to śmiałe posunięcie, na miarę decyzji z pierwszych tygodni inwazji w 2022 r., gdy rząd PiS postanowił przekazać Ukrainie kilkaset polskich czołgów, które wydatnie przyczyniły się do odpierania rosyjskiej agresji. Tego rodzaju inicjatywa na powrót postawiłaby nas w awangardzie państw wspierających naszego sąsiada, podniosła nasze znaczenie geopolityczne, przetarła szlak innym oraz przyczyniłaby się do naprawy i resetu relacji Polski z Ukrainą.
Polska zarabia na wojnie Rosji z Ukrainą
W Ukrainie trwa brutalna wojna o przetrwanie państwa i narodu naszych sąsiadów. Na tej wojnie korzystamy podwójnie.
- Po pierwsze, bodaj po raz pierwszy w historii nie musimy bezpośrednio przeciwstawiać się zagrażającemu Europie barbarzyńskiemu najeźdźcy ze Wschodu; to Ukraina jest państwem frontowym. Przedmurzem naszej cywilizacji i zderzakiem zapewniającym nasze bezpieczeństwo i chroniącym styl życia.
- Po drugie, jesteśmy beneficjentami pracy i wydatków około dwóch milionów Ukraińców żyjących w naszym kraju, którzy odpowiadają już niemal za trzy procent polskiego PKB. Według raportu firmy Deloitte i UNHCR to 99 miliardów złotych rocznie i 6 proc. krajowego rynku pracy (a w niektórych sektorach – transporcie, budownictwie, usługach i rolnictwie – istotnie więcej).
Ukraińcy nie zabierają nam chleba – oni nam ten chleb pieką. Trudno nie zauważyć analogii do sytuacji z polskimi pracownikami w Wielkiej Brytanii przed brexitem, którzy stali się propagandowym chłopcem do bicia. Wielu z nich wyjechało, a Wielka Brytania po brexicie stała się chorym człowiekiem Europy i do dziś nie potrafi podnieść się z gospodarczej zapaści.
Możemy wygrać razem z Ukrainą, albo przegrać osobno. Wybór jest prosty: będziemy walczyć o wspólną przyszłość, albo cofniemy się do wspólnej przeszłości z Rosją. „Dziel i rządź” to stara rzymska maksyma, którą bardzo dobrze przyswoili Rosjanie. Kreml coraz bardziej skutecznie dzieli nasze społeczeństwo i konfliktuje nas z Ukrainą. Jak długo będziemy im na to pozwalać?
Źródło: wyborcza.pl
Zobacz także:

