Nominacja sędziego Waldemara Żurka na nowego ministra sprawiedliwości jest sporym zaskoczeniem i bodaj jedną z najbardziej pozytywnych decyzji kadrowych premiera Donalda Tuska.
Adam Bodnar był powszechnie szanowany jako rzecznik praw obywatelskich, natomiast od samego początku istniały poważne wątpliwości, czy z powodów charakterologicznych sprawdzi się w roli ministra i prokuratora generalnego, którego głównym zadaniem miało być posprzątanie w sądownictwie i w prokuraturze po PiS. Niestety, wraz z upływem czasu te wątpliwości w dużym stopniu się potwierdziły.
Co Bodnarowi nie wyszło
Konto Adama Bodnara obciążają przede wszystkim brak stanowczości, konsekwencji i wystarczającej determinacji. W efekcie jego działania były niespójne i nierzadko sprzeczne, co nie uchodziło uwadze opinii publicznej – zarówno po stronie demokratycznej, jak i pisowskiej. Dotyczyło to m.in. statusu neosędziów, uznawania (lub nie) neoizb Sądu Najwyższego, jak i niechęci do podejmowania twardych decyzji kadrowych i procesowych w prokuraturze. Schizofrenicznie traktował także neo-KRS. Na wysokości zadania – wbrew oczekiwaniom – nie stanął też do tej pory prokurator krajowy i zastępca Bodnara Dariusz Korneluk. Jest to o tyle zaskakujące, że do oczyszczenia i zmiany funkcjonowania prokuratury nie są konieczne zmiany legislacyjne (choć oczywiście byłyby pożądane).
Aktywność odchodzącego ministra koncentrowała się za to w dużym stopniu na kwestiach reprezentacyjnych i wizerunkowych, co budziło rosnącą irytację także w środowiskach sędziowskich, które domagały się twardych rozliczeń i sprawnego przedstawiania Sejmowi projektów krytycznych ustaw naprawczych. Nawet jeżeli potem odrzucałby je Duda, odium spadałoby na niego.
Efektem była rosnąca frustracja pokrzywdzonych politycznymi prześladowaniami w czasach PiS i – najdelikatniej mówiąc – dezorientacja elektoratu demokratycznego, jak również eskalująca buta pisowskich polityków i funkcjonariuszy, ziobrystów w prokuraturze i sądach oraz, last but not least, ordynarnych propagandystów mieniących się „obrońcami wolnego słowa”.
Twardy zawodnik do generalnych porządków
Waldemara Żurka mam przyjemność i honor znać osobiście – łączyła nas zarówno walka o praworządność, jak i niepodległą Ukrainę. Ten znienawidzony przez PiS człowiek to pierwszy fighter wśród polskich sędziów. Na tej podstawie zakładam, że skupi się na zadaniu, a nie kalkulacjach politycznych. Jako jeden z najaktywniejszych działaczy Stowarzyszenia Sędziów Themis, ostatni rzecznik legalnej KRS i sędzia delegowany przed laty do pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości, zna system sądowniczy od podszewki. Wraz z organizacjami pozarządowymi był także mocno zaangażowany w działania rzecznicze w obronie rządów prawa na poziomie europejskim i międzynarodowym. Był również ważnym ogniwem projektów edukacyjnych i dialogu z młodym pokoleniem – od Tour de Konstytucja po festiwal Pol’and’Rock.
Jest nadzieja, że Żurek nie będzie dzielił włosa na czworo, lecz szukał rozwiązań poszczególnych problemów. Jeśli będzie mógł liczyć na pełne poparcie szefa rządu i sformuje mocny zespół, to buńczuczne pokrzykiwania Ziobry, że przedstawiciele obozu demokratycznego to „fujary”, wkrótce odbiją mu się czkawką.
Przywracanie praworządności to trudny i niewdzięczny proces codziennej walki z regularną uzurpacją w instytucjach przejętych przez PiS i z pozostającymi w cieniu lojalistami poprzedniej władzy na stanowiskach urzędniczych. Adam Bodnar chciał uniknąć zarzutów, że stosuje metody Ziobry a rebours. Skutkiem była nieskuteczność jego działań, a jednym z naczelnych wrogów publicznych PiS i tak został.
Można mieć nadzieję, że nowy minister jest świadomy stawki w grze i ekstraordynaryjności obecnych realiów. Wie, że nie da się naprawić systemu bez oparcia się bezpośrednio na konstytucji. Z pułapki formalizmu prawnego – ślepego podążania za literalnym brzmieniem nieraz kuriozalnych przepisów wprowadzonych przez PiS, bez uwzględnienia ich antykonstytucyjnego charakteru i kontekstu – nie potrafił wyzwolić się Bodnar. Mnożono wątpliwości i obawy, przeprowadzając jedynie powierzchowne zmiany i ostatecznie utykając na pozostawionym przez PiS polu minowym.
Eksperckie zaplecze i społeczne wsparcie dla nowego ministra
Tymczasem gdy problem jest systemowy, nie da się rozwiązać go punktowo: z węzłem gordyjskim nie poradzimy sobie, rozwiązując poszczególne supły. W tym zakresie Żurek ma szansę wykorzystać ekspertyzy i rady profesorów Wojciecha Sadurskiego i Michała Romanowskiego, zapał prokurator Ewy Wrzosek oraz autorytet byłej zastępczyni rzecznika praw obywatelskich Hanny Machińskiej. Autorytet i wrażliwość doktor Machińskiej to konieczna druga strona medalu: bezwzględność w rozliczaniu przestępstw urzędniczych musi iść w parze z poszanowaniem praw człowieka i wzięciem przez państwo odpowiedzialności za liczne krzywdy wyrządzone wielu osobom i zbiorowościom w imieniu Polski. Zdecydowanej reakcji wymaga także działalność samozwańczych „obrońców granic” i dramatycznie postępująca faszyzacja przestrzeni publicznej.
Ważnym sojusznikiem na tych polach może się stać społeczeństwo obywatelskie – od organizacji strażniczych i antyfaszystowskich, przez ratowników humanitarnych, po organizacje przedsiębiorców.
Albo dorżniemy watahę, albo stracimy demokrację, jaką znamy; okno możliwości zaczyna się zamykać.
Redagował Wojciech Maziarski
Źródło: wyborcza.pl

