Igor Vinyavskiy: «Wszystko podzieliło się na przed i po...”

Igore Vinyavskiy

Fundacja „Otwarty Dialog” publikuje wywiad z redaktorem naczelnym gazety „Vzlgyad” Igorem Vinyavskim, którego udzielił po uwolnieniu. Przypomnijmy, że 15.03.2012 r. Igor Vinyavskiy został zwolniony z więzienia KBN na podstawie amnestii. Uwolnienie zbiegło się z przyjęciem rezolucji w sprawie Kazachstanu przez Parlament Europejski i zostało z zadowoleniem przyjęte przez przedstawiciela OBWE ds. mediów, organizację Freedom House oraz posłów do PE. Jednocześnie, za kratami przebywają nadal działacze opozycyjni Ayzhangul Amirova, Vladimir Kozlov, Serik Sapargali i inne osoby, oskarżone z powodów politycznych. Autorem wywiadu jest Oksana Makushina.

Redaktor naczelny gazety „Vzglyad” odpoczywa po dwumiesięcznym „urlopie”, jaki zapewnił mu Komitet Bezpieczeństwa Narodowego. Wczoraj i dziś Igor otrzymywał gratulacje od rodziny i przyjaciół z okazji uwolnienia. Postanowiliśmy zadać mu kilka pytań, które mogą zainteresować wszystkich, którzy wspierali dziennikarza w jednym z najtrudniejszych okresów jego życia.

- Igorze, przyjmij nasze szczere gratulacje. Przede wszystkim chcielibyśmy się dowiedzieć: Jak się czujesz?

- Ja? Wspaniale! Jestem w znakomitym nastroju. Co prawda, kiedy jechałem z aresztu śledczego, miałem nagle takie odczucie, że wokół mnie coś się zmieniło – domy, ludzie. Miałem ochotę ukryć się przed wszystkimi. Ale to szybko minęło.

- Tak się zdarzyło, że przed Twoim aresztowaniem byłam tak naprawdę ostatnią osobą, która rozmawiała z Tobą przez telefon. Na ile to aresztowanie było dla Ciebie zaskoczeniem?

- Kiedy pracownik KBN, który kierował przeszukaniem, powiedział, że musimy jeszcze pojechać z nimi do biura, razem z adwokatem oburzyliśmy się – było już po godz. 22-giej, a zgodnie z prawem o tej porze nie powinny być prowadzone żadne czynności. Ale on zapytał: „To co, wolicie jechać w kajdankach?” Wtedy zrozumiałem, że to koniec, że nie wrócę do domu.

Oczywiście, zawsze wiedziałem, że coś takiego może się zdarzyć, ale element zaskoczenia po prostu zwalił mnie z nóg.

- My wszyscy, oczywiście, mieliśmy nadzieję, że Cię wypuszczą – przedstawili Ci przecież absurdalne zarzuty. Niemniej jednak nikt nie podejrzewał, że wypuszczą Cię tak po prostu – nieoczekiwanie. Co, według Ciebie, skłoniło Astanę do poczynienia tego kroku?

- Sądzę, że zwyciężył zdrowy rozsądek – mój proces wcale nie był korzystny dla Akordy.

- Ja nawet po przesłuchaniu w KBN czułam się potwornie, kiedy bez przyczyny próbowali mnie oczerniać. Jak Ty to wszystko w ogóle przeżyłeś?  

- Jak mówił mój towarzysz z celi – przemytnik: „założyłem trójwarstwową zbroję”. Nie rozmyślałem nad tym wszystkim. Wiedziałem, że to jest pewien system, który ma swoje koła zamachowe, trybiki, śrubki i one działają.

- Wydaje mi się, że nasze władze zupełnie niechcący zrobiły z Ciebie innego człowieka, silniejszego, i jak się wydaje, wypełnionego życiową mądrością. Chyba że mylę się, i jesteś taki, jak wcześniej?

- Stałem się, może nie mądrzejszy, ale jakoś wewnętrznie spokojniejszy. Zrozumiałem, że to wszystko można przeżyć, można panować nad sobą, pozostać człowiekiem. W ogóle było bardzo dużo czasu, aby zastanowić się nad tym, co przemijające, i nad tym, co jest wieczne. Samych kanonicznych tekstów biblijnych przeczytałem prawie 800 stron! Przy czym czytałem po dwa razy. Ludzie są tacy sami od tysięcy lat. I jeżeli nawet Chrystusa, który czynił cuda, zaciągnęli na Golgotę, to czegóż mogę oczekiwać ja, zwykły śmiertelnik?...

- Na portalach społecznościowych wszyscy aktywnie wspierali Twoją rodzinę: żonę Lanę, rodziców. Ale wszyscy martwili się szczególnie o Twoje córki, które zostały bez ojca. Opowiedz, jak dziewczynki przywitały Cię?

- Dziewczynki były zdezorientowane. Nie wiedziały, jak mają się zachować. Widzę, że chciałyby rzucić mi się na szyję, a coś im nie pozwala. Wtedy wziąłem Sonię na ręce, a Olię mocno przytuliłem. Olia przeżywała to wszystko w sobie. Przytuliła się do mnie, i zrozumiałem to wtedy, kiedy popatrzyła mi w oczy. Ona wiedziała, że ja jestem w więzieniu. A Sonia myślała, że tata pojechał na delegację, po prostu trochę dłuższą. 

- Kiedy wraca się z dalekiej podróży, pojawia się takie dziwne wrażenie: już jest się w domu, ale myślami, tzw. „ciałem mentalnym” jest się jeszcze gdzieś daleko. A jakie Ty masz teraz wrażenia? Przecież taka „delegacja” bardzo różni się od zagranicznej!

- Postanowiłem kierować się zasadą „tu i teraz”. Żyję tylko teraz, żadnych apelacji do przeszłości, a tym bardziej do przyszłości, bo zazwyczaj takie burze mózgu niczym dobrym się nie kończą. To pomogło mi praktycznie nie myśleć o przerażających perspektywach. Dużo czytałem – po 8-10 godzin dziennie, uczyłem się języków: angielskiego, polskiego, kazachskiego. Trenowałem sport, jeżeli można to tak nazwać – podciągałem się na poprzeczce od łóżka piętrowego, a 6-litrowe butelki wypełnione wodą używałem jako hantle. Ogólnie rzecz biorąc, „ciało mentalne” zawsze było przy mnie.

- Co Cię najbardziej cieszy, wzrusza, być może, zadziwia? Co jest teraz dla Ciebie szczególnie bliskie i poruszające?

- Zadziwiła mnie żona. Zawsze była wspaniałą gospodynią, ukochaną kobietą, ale to, jak rzuciła się, by mnie bronić – jak lwica, broniąca swojego zranionego lwa... Po prostu nie sądziłem, że wytrzyma coś takiego. Jest mi też bardzo przyjemnie, że nieznajomi ludzie szczerze martwili się o mnie. To znaczy, że nie jestem takim najgorszym człowiekiem. Tym bardziej, że zyskaliśmy wielu nowych przyjaciół. A oprócz tego sprawdziliśmy starych.  

- Ale ogólnie, oznacza to, że jesteś taki, jak wcześniej. A zostało Ci poczucie humoru?

- Oczywiście, że zostało mi poczucie humoru. Bez niego nie da się żyć. Czasami w celi śmialiśmy się tak głośno, że konwój zwracał nam uwagę. A propos, kilka razy słyszałem głos Volodii Kozlova. Mieliśmy cele obok siebie. On też się śmiał. Bardzo dzielnie się trzyma!

Źródło: Respublika