„Nie oczekujemy natychmiastowych rezultatów” – polski ekspert o Departamencie Lustracyjnym na Ukrainie

  • 12.02.2015
  • Autor: Viktoriia Zhuhan

Jak efektywnie współpracować, zarządzać czasem i procesem komunikacji oraz jak rozwiązywać konflikty w sferze etycznej oraz w środowisku sprzecznych nacisków grup interesu – te i inne zagadnienia były przedmiotem szkolenia Departamentu Lustracyjnego Ministerstwa Sprawiedliwości, zorganizowanego w Kijowie w ramach wsparcia dla procesu lustracji na Ukrainie. W szkoleniu udział wzięli zagraniczni eksperci – trenerzy biznesu oraz specjaliści od służby publicznej.

Na zaproszenie USAID FAIR Justice Project i przy wsparciu Fundacji Otwarty Dialog, do Kijowa przyjechała m.in. Pam Daniels, specjalistka ds. business process, uznany trener biznesu oraz Małgorzata Skawińska, specjalistka ds. etyki i konfliktu interesów w służbie publicznej, współpracująca z Krajową Szkołą Administracji Publicznej w Warszawie. Szkolenie poprowadzili także Anatolyj Tychonchuk oraz Oleksandr Ladygin, trenerzy biznesu z "Gestalt Consulting Group Ukraina”, będącym jednym z partnerów wydarzenia. 

O wrażeniach po szkoleniu porozmawialiśmy z Małgorzatą Skawińską.

Viktoriia Zhuhan: Czy ukraińska lustracja trafiła w dobre ręce?

Małgorzata Skawińska: Moje wrażenia z tego treningu są bardzo pozytywne. Uczestnicy byli bardzo otwarci na to, co my, jako zespół ekspercki chcieliśmy im przekazać. Miałam poczucie, że wszyscy aktywnie próbowali włączyć się w szkolenie.  Widać, że są to ludzie, którzy nie pracują w Ministerstwie Sprawiedliwości dla zysku, tylko dlatego, że na prawdę chcą coś zmienić. Począwszy od szefowej, na stażystach skończywszy. To jest coś, co daje ogromną nadzieję na przyszłość i na to, że cel, jaki przed sobą postawili – a jest to bardzo trudny cel – będzie zrealizowany.

Jakie są największe problemy zespołu, który zajmuje się na Ukrainie tak ważnym procesem jak lustracja?

Ich główne bariery komunikacyjne polegają na tym, że są nowym, jeszcze niezgranym zespołem. Niektórzy pracowali w administracji, niektórzy nie. Wiadomo, że administracja państwowa jest specyficznym środowiskiem. W firmie prywatnej można sobie pozwolić na wiele rzeczy, na które będąc w administracji nie można sobie pozwolić. Są procesy decyzyjne, których nie można pominąć. Są regulaminy, których nie można złamać. Więc to jest coś, czego oni wszyscy muszą się jeszcze nauczyć. Przynajmniej część z nich, ale myślę, że bardzo chętnie to robią.

Nie oczekujemy cudów. Na pewno się zdarzy tak, że kilka osób powie, że ktoś z naszego otoczenia za parę lat się sprzeda. Okaże się, że pracował dla kogoś kto nie sprzyjał naszym ideom... Pewne rzeczy się zdarzają, ale to nie znaczy, że to jest koniec świata i koniec naszych ideałów.

Czy pojawiały się twierdzenia, że nie da się złamać obecnego systemu?

Nie. Nie było defetyzmu. Raczej szukają sposobów jak można coś zmienić. Jeżeli widzą, że jest jakiś problem to raczej koncentrują się na tym żeby znaleźć sposób w jaki to można zrobić, a nie na narzekaniu, że się nie da. Dla mnie jest to ogromna różnica w porównaniu z polską administracją, gdzie dość często pojawia się przekonanie, że czegoś się nie da zrobić. Natomiast tutaj przez to, że jest tu bardzo dużo ludzi, którzy przyszli z zewnątrz nie ma takiego nastawienia, nikt nie twierdzi, że „się nie da”. Trzeba po prostu włożyć w to więcej pracy.

Możesz porównać Ukraińców z przedstawicielami innych krajów Partnerstwa Wschodniego, w których pracowałaś?

Mogę porównać z Gruzją sprzed 10 lat z okresu ówczesnej Rewolucji Róż. Pamiętam, że nawet w 2011 roku, jak robiliśmy dla Gruzji takie szkolenia, przyjeżdżało też bardzo dużo młodych urzędników państwowych. To byli na prawdę bardzo młodzi ludzie, którzy mówili wprost, że oni nie są w administracji publicznej po to żeby się wzbogacić, a po to by coś zmienić. Oni byli dumni z tego, że te zmiany idą i są widoczne, a oni mają wpływ na rzeczywistość.

A z Polską?

Polska w ‘89 roku przechodziła przez to samo. My po prostu stwierdziliśmy, że mnóstwo rzeczy się nie udało. Bardzo dużo i polityków i ludzi z byłej Solidarności, czyli swoistych legend w jakiś sposób zdradziło ideały transformacji. Ale to nie znaczy, że nam się nie udało. Udało się, ale to wymaga pracy, cierpliwości i pogodzenia się z tym, że nie wszystko będzię tak jak nam się wymarzyło na początku.

Co pomoże naszym „lustratorom” na drodze ciężkich zmian?

Życzę tym ludziom, żeby pamiętali, że rewolucja to drobiazg w porównaniu z tym co się dzieje dzień po.  Nie musi być wszystko „po mojemu” i „natychmiast” albo robimy kolejne powstania. Tylko musimy stwierdzić: dobrze, teraz my pracujemy. Nie oczekujemy natychmiastowych rezultatów. Nie oczekujemy cudów. Na pewno się zdarzy tak, że kilka osób powie, że ktoś z naszego otoczenia za parę lat się sprzeda. Okaże się, że pracował dla kogoś kto nie sprzyjał naszym ideom... Pewne rzeczy się zdarzają, ale to nie znaczy, że to jest koniec świata i koniec naszych ideałów.