Dlaczego Tony Blair użycza swojej wiarygodności kazachskiemu dyktatorowi?

  • 28.02.2012
  • Autor: Redakcja serwisu

Jeśli chcecie wiedzieć, za jaką cenę wielki człowiek gotów jest sprzedać swoją spuściznę - jest to trzynaście milionów dolarów. Tyle właśnie kosztuje prezydenta Kazachstanu Nursultana Nazarbaeva, mściwego  autokratę, zatrudnienie byłego premiera Tony'ego Blaira w charakterze swojego doradcy. Człowiek, który był prekursorem ery post-westfalskiej, przeciwnikiem Kissingera, który zapobiegł ludobójstwu kosowskich muzułmanów i bronił praw mieszkańców Sierra Leone, jest teraz doradcą dyktatorów – potentatów naftowych.

Biuro prasowe Blaira poinformowało, że nie zarabia on nic na tej transakcji. Ale nie wydano żadnego oficjalnego oświadczenia na temat tego, czy jego firma, Tony Blair Associates, otrzymuje jakieś pieniądze. W styczniu na łamach gazety opozycyjnej „Republika” 52 młodych działaczy kazachskich wezwało Blaira do wycofania się z tej transakcji.

Miało to miejsce po tym, jak państwowe siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do strajkujących robotników naftowych, zabijając 14 z nich. Napisali oni do Blaira: „... przywództwo Kazachstanu w czasie pokoju otworzyło ogień do nieuzbrojonych obywateli. Takie krwawe metody są praktykowane w naszym kraju, odkąd stał się Pan doradcą prezydenta Nursultana Nazarbaeva”.

Krążą ironiczne plotki, że Blair został zatrudniony przez Nazarbaeva, aby pomóc mu zdobyć Pokojową Nagrodę Nobla.

Kazachstan jest post-radzieckią pustynią praw człowieka. Krytykowanie prezydenta jest przestępstwem przeciwko prawu, policja rutynowo torturuje działaczy społeczeństwa obywatelskiego, każda niezależna prasa jest zastraszana i nękana, a dzieci są wykorzystywane do pracy w przemyśle tytoniowym. Odważny dziennik, który stawił czoło chciwości Blaira stał się obiektem gróźb, blokad internetowych nakładanych przez Kazakhtelecom (największy w kraju dostawca usług internetowych), procesu o zniesławienie, a nawet podpaleń. W 2002 r. biura dziennika zostały spalone, a w jednym z okien biura, wychodzącym na ulicę, zwisał martwy pies. Do psa przyczepiona była notatka stwierdzająca wprost: „Drugiego ostrzeżenia nie dostaniecie”.

Co do wyborów (na pewno jest to  kwestia, która niepokoi każdego byłego przywódcę państwa demokratycznego): w 2011 roku, prezydent Nazarbaev zdobył 95% głosów w szeroko krytykowanym głosowaniu. W 2005 roku, czołowy kandydat opozycji Zamanbek Nurkadilov został znaleziony martwy na trzy tygodnie przed głosowaniem. W pobliżu jego ciała była poduszka przeszyta kulami, prawdopodobnie użyta do stłumienia jego krzyków. Według oficjalnego werdyktu, Nurkadilov strzelił sobie dwa razy w klatkę piersiową, a następnie strzelił sobie w głowę. Wystarczyłoby pomyśleć dwa razy, aby uznać ten werdykt za nieracjonalny.

Tak nikczemny reżim w sposób zrozumiały jest zachwycony wzrostem PR, który przynosi mu nominacja Blaira. Pewien urzędnik powiedział Telegraph: „Jego rady są bezcenne ... Kazachstan uzyska od niego najlepsze z możliwych porady w kwestiach związanych z polityką i gospodarką ... Nie mogliśmy mieć lepszego doradcy".

Nie tylko Blair, ale również niektórzy z jego najbliższych powierników pracują w Kazachstanie: Alastair Campbell został zauważony przez „Financial Times” w samolocie lecącym z Astany, Jonathan Powell (autor książki o Machiavellim) jest najwyraźniej również w to zaangażowany. Były Przewodniczący BAE Systems Sir Richard Evans jest obecnie Przewodniczącym przedsiębiorstwa państwowego Samruk, wartego oszałamiającą kwotę  pięćdziesiąt miliardów funtów, który z kolei zatrudnił Lorda Mandelsona do wygłaszania wystąpień.

Oczywiście, dla wielu z tych, którzy odnosili się do Blaira z podejrzliwością, czy też ze otwartą  niechęcią, gdy piastował on jeszcze urząd, jest to niewielkie zaskoczenie. Ale łatwo jest zapomnieć, że Blair zapowiedział twardą politykę zagraniczną, która zaatakowała realpolitik przeszłości. Jeszcze przed 11 września, Blair rozwijał prawdziwie spójną narrację na temat polityki zagranicznej. Jego przemówienie w Chicago w 1999 r. dało wzorzec do naśladowania. Powiedział: „Wszyscy jesteśmy teraz internacjonalistami, czy nam się to podoba, czy nie. Nie możemy odmówić udziału w rynkach światowych, jeśli chcemy prosperować ... Nie możemy odwrócić się plecami od konfliktów i łamania praw człowieka w innych krajach, jeśli chcemy nadal być bezpieczni”.

I pamiętne: „Akty ludobójstwa nigdy nie mogą być sprawą czysto wewnętrzną”.

Idea głosząca, że suwerenność nie może być przeszkodą, kiedy łamane są prawa człowieka, została opracowana przez Blaira w jego „post-westfalskiej” przemowie w 2004 roku. Powiedział on wtedy: „Jeżeli o mnie chodzi, już przed 11 września sięgałem do innej filozofii stosunków międzynarodowych, niż tradycyjna, która obowiązywała po podpisaniu traktatu westfalskiego w 1648 roku, a mianowicie, że wewnętrzne sprawy kraju dotyczą tylko jego i nie powinno się w nie ingerować, o ile nie zagrażają nam, nie naruszają traktatu i nie powodują zobowiązań sojuszu. Nie uważałem, żeby Irak pasował do tej filozofii, choć widziałem straszną niesprawiedliwość wyrządzaną jego mieszkańcom przez Saddama."

Teraz, kiedy „post-westfalski lider” jest doradcą tyrana, to cóż pozostało? Blair nie potwierdził zawarcia takiej umowy - ale nie zaprzeczył ani kwotom pieniężnym z nią związanych, ani istnieniu samej umowy. To jest ważne samo w sobie. W organizacji „Index on Censorship” ściśle współpracuję z dysydentami z autorytarnych krajów postsowieckich, którzy wiedzą, jak ważne jest dla dyktatorów tworzenie atmosfery bycia ogólnie poważanymi.

Zapomnijmy o złych bohaterach pantomimy, takich jak zmarły morderca Kim Jong-il, większość despotów nie jest znanych ogółowi, i to nie bez powodu. Dobrze opłacani lobbyści namawiają dziennikarzy do pisania patetycznych artykułów na temat rozkwitu turystyki. Lub organizacje, takie jak Europejskie Stowarzyszenie Azerbejdżańskie wykorzystuje posłów takich jak Mark Field lub  Mike Gapes do promowania interesów kraju, nie wspominając ani słowa o łamaniu praw człowieka. Każde takie stowarzyszenie, nawet niezwiązane bezpośrednio z naszymi politykami, ma ogromne znaczenie dla reżimów autorytarnych, ponieważ pomaga im legitymizować ich władzę w ich krajach. Fakt, że Blair jest w to zaangażowany, jest niezmiernie przygnębiający, i powinien wywoływać zaniepokojenie.

Członkowie Partii Pracy z trudem odbudowują teraz swoją politykę zagraniczną. Spuścizna Tony'ego Blaira powinna utrzymywać tę partię na kursie socjaldemokratycznym i mocno internacjonalistycznym. A zamiast tego, Blair daje swoim krytykom powody do twierdzenia, że w swojej polityce zagranicznej kieruje się własnym interesem. Jak jeden starszy członek rządu Blaira powiedział mi: „pod koniec Tony po prostu nadmiernie zafascynował się bogactwem”. Od czasu zawarcia umowy w Astanie, trudno jest z tym polemizować.

Świat staje się przygnębiającym miejscem. Parada demokracji, niestety, ma swój koniec. Na naszych oczach Węgry stają się zarządzaną demokracją, Białoruś więzi i torturuje kandydatów na prezydenta, Iran nadal przeprowadza egzekucje, Korea Północna jest największym na świecie gułagiem, a dzisiejsza Syria morduje nieuzbrojonych cywilów.

Odpowiedź Blaira w Chicago była słuszna. Nie możemy odwracać oczu, a nasze interesy jako zglobalizowanego społeczeństwa są nie tylko tu, na ziemi brytyjskiej. Partia Pracy musi wyjść poza ramy, ustalone przez Tony'ego Blaira, i przedstawić wizję tego, jak nowoczesne, otwarte na świat zewnętrzny społeczeństwo powinno współdziałać z tym światem. Wielka szkoda, że Blair nie przyłączy się do partii na tej nowej drodze.

Autor: Mike Harris jest szefem działu prawnego w organizacji zajmującej się ochroną wolności słowa „Index on Censorship”, oraz wiceprzewodniczącym „Lewisham Council”. Jego adres na tweetterze: @cllr_mikeharris.
Źródło: Telegraph.co.uk 

Więcej na temat: Nazarbayev, Blair, lobby