Pieniążek: Eurosocjaliści z Partii Regionów

Gdy dostałem maila „Partia Regionów poszła w lewo”, w pierwszej chwili sądziłem, że znowu któryś z polityków rzucił jakiś oderwany od rzeczywistości slogan. Jednak to, co przeczytałem, przerosło moje oczekiwania – Partia Regionów podpisała memorandum o współpracy z Grupą Postępowych Socjalistów i Demokratów.

Teoretycznie nie powinno mnie to dziwić, bo to nie pierwsza taka sytuacja – na przykład ukraińska Partia Zielonych należy do Europejskiej Partii Zielonych, a Blok Julii Tymoszenko współpracuje z Europejską Partią Ludową. Chyba nie muszę mówić, że oba sojusze były podyktowane wyłącznie koniunkturą. Szczególnie interesujące było przyłączenie się BJuT do konserwatystów, bo jeszcze w 2006 roku Julia Tymoszenko chciała wejść do Międzynarodówki Socjalistycznej.

W każdym razie, to i tak nic w porównaniu z „socjalistyczną” Partią Regionów.

Czyżby najbogatszy Ukrainiec Rinat Achmetow – będący jednocześnie oligarchą i deputowanym Partii Regionów – uznał, że warto sobie przypomnieć o odpowiedzialności społecznej? Czy to oznacza, że Donbas nie będzie już największym trucicielem Ukrainy? Że tamtejsi mieszkańcy zaczną pracować w normalnych i bezpiecznych warunkach? Nie łudziłbym się.

Nie wierzę również, że Partia Regionów zacznie martwić się o obywateli, zamiast o to, czy jej liderzy będą mogli przejechać swoją „viptrasą” bez stania w kijowskich korkach. Albo że premier Mykoła Azarow, który podpisał memorandum z S&D, stanie się feministą i przeprosi za swoje seksistowskie słowa „Reformy to nie sprawa kobiet”, a w dodatku znajdzie dla kobiet miejsce w najliczniejszym europejskim rządzie.

W związku z nową orientacją polityczną będziemy za to mogli liczyć na zmianę liberalnego wiceministra ds. gospodarczych Serhija Tihipki na jakiegoś socjalistę albo socjaldemokratę.

Można pomarzyć, że nadchodzące wybory samorządowe zaowocują tym, że w miastach, w których władzę zdobędzie Partia Regionów, jak na drożdżach wyrosną śmietniki i ścieżki rowerowe, komunikacja miejska naprawdę zacznie funkcjonować – także w nocy, zaś aktywiści z ruchu Zbereży Staryj Kyjiw (Zachowaj Stary Kijów) nie będą musieli obawiać się, że Pejzażna aleja zostanie zabudowana.

Może udokumentowana „lewicowość” kolegów Azarowa przyczyni się do rozwoju demokracji i media przestaną pisać o powrocie do totalitaryzmu, a parlament i Sąd Konstytucyjny staną się samodzielnymi podmiotami, a nie marionetkami prezydenta?

Zapewne i artyści mogą spać spokojnie, bo już wkrótce „demokratyczny” rząd pomoże rozwiązać problem Narodowej Eksperckiej Komisji Obrony Moralności Społecznej, która subtelnie cenzuruje.

Oczywiście to wszystko dzięki włączeniu następnej ukraińskiej siły politycznej do europejskich struktur partyjnych.

Europa miała „zarażać” demokracją inne państwa, tymczasem rozmienia ją na drobne. Dlatego chyba nigdy nie zrozumiem intencji, jakimi kierowała się S&D i jej przewodniczący Marco Schulz, gdy mówił: „Przed podpisaniem porozumienia przeprowadziliśmy intensywne rozmowy i uzgodniliśmy, że będziemy współpracować na podstawie wszystkich wartości europejskich: demokracji, otwartości i wolności; w świetle tego wzajemnego zrozumienia z dużą nadzieją oczekuję na naszą współpracę”. Nie zrozumiem, bo Partia Regionów w żaden sposób nie przysłużyła się pielęgnowaniu europejskich i lewicowych wartości.

Paweł Pieniążek

więcej na http://www.new.org.pl

Więcej na temat: Ukraina, wybory