Konferencja w PE na temat praw człowieka w Kazachstanie

Kazachstan przypomina Egipt czy Tunezję - uważa prezes kazachskiej fundacji "Obywatelska Aktywność" Muratbek Ketebajew. Ketebajew był gościem wtorkowego spotkania, które wraz z polską fundacją "Otwarty Dialog" zorganizował w Parlamencie Europejskim wiceprzewodniczący podkomisji praw człowieka PE Andrzej Grzyb.

W opinii Ketebajewa, aby uniknąć "arabskiego" scenariusza prezydent Kazachstanu zarządził wcześniejsze wybory jednocześnie zastraszając społeczeństwo i media.

3 kwietnia w Kazachstanie odbędą się przedterminowe wybory prezydenckie; terminowo były one zaplanowane na jesień 2012 roku. Według Ketebajewa, prezydent Nursułtan Nazarbajew, będący u władzy od 22 lat, rozpisał wcześniejsze wybory, ponieważ w drodze referendum nie udało mu się przedłużyć swojej prezydentury do 2020 roku.

"Wystarczy powiedzieć, że u nas do 3 lutego nie istniał taki termin jak przedterminowe wybory prezydenckie. 2 lutego prezydent skierował wniosek do parlamentu, aby zmienić konstytucję, parlament przyjął go jednogłośnie. (...) 4 lutego prezydent wyznaczył termin kolejnych wyborów na 3 kwietnia. To jest nie tylko kpina ze zdrowego rozsądku, ale też profanacja demokracji" - ocenił Ketebajew.

Na spotkaniu obecny był też opozycjonista Władimir Kozłow, który miał zamiar wziąć udział w wyborach w 2012 roku, jednak nie będzie kandydował w przyspieszonych wyborach ze względu na wymóg biegłej znajomości języka kazachskiego. Sam jest rosyjskojęzyczny.

W przyspieszonych wyborach prezydenckich "jest zarejestrowanych trzech kandydatów, ale wszyscy wiedzą, że w takich warunkach wybrany zostanie prezydent Nazarbajew" - powiedział Kozłow. W rozmowie z PAP dodał, że w Kazachstanie, oprócz partii rządzącej i partii "lojalnych" są dwa zarejestrowane ugrupowania (komunistyczne i socjaldemokratyczne), które "można nazwać opozycyjnymi", jednak siła opozycji jest osłabiona przez brak dostępu do informacji. "Większość ludności mieszka na wsi, gdzie nie tylko nie ma internetu, ale często także telefonu, telewizji czy prądu" - podkreślił.

"Żeby zobrazować poszanowanie prawa do zgromadzeń w Kazachstanie, przeprowadziliśmy eksperyment. Przed konferencją Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) w 2010 roku w Warszawie, przez 10 dni składaliśmy wnioski o umożliwienie zorganizowania pikiety, żeby trzy osoby mogły przez 15 minut pikietować przed siedzibą prezydenta. Na 156 wniosków otrzymaliśmy 156 odmów i z tym przyjechaliśmy do Warszawy" - przytoczył Kozłow.

Jego ugrupowanie Alga stara się od kilku lat zarejestrować jako partia polityczna. "Ustawa o partiach politycznych pozwala nie podejmować decyzji w sprawie rejestracji partii. Można przerwać ten proces, żeby przeprowadzić kontrolę, która może trwać latami" - zaznaczył.

Z kolei redaktorka kazachskiej gazety "Respublika" Oksana Makuszina podkreśliła, że w Kazachstanie jest najwyżej 10 mediów opozycyjnych wobec władzy.

"Można to lepiej zrozumieć wiedząc, że w Kazachstanie jest ok. 3 tysięcy różnych gazet i kilkaset stacji telewizyjnych, ale żadne z nich nie są wolne i niezależne" - powiedziała Makuszina. "Naszą gazetę już od półtora roku wydajemy +na zszywki+, ponieważ wszystkie wydawnictwa odmawiają nam wydawania, chociaż wychodzimy legalnie" - dodała.

Inna przedstawicielka kazachskich mediów Rauszan Jesergepowa z "Ałma-Ata Info" powiedziała, że redaktor naczelny tej gazety, a prywatnie jej mąż, został aresztowany po publikacji artykułu pt. "Kto tak naprawdę rządzi naszym krajem: prezydent czy Komitet Bezpieczeństwa Narodowego?".

"Rozprawa sądowa odbyła się za zamkniętymi drzwiami, bez dostępu do adwokata. Nie dostał do ręki ani wyroku sądu, ani aktu oskarżenia. W ciągu dwóch z trzech zasądzonych lat, otrzymał siedem decyzji odmownych w sprawie zmiany formy odbywania kary, władze nie chcą wypuszczać go warunkowo. Dlatego przyjechałam do europarlamentu, aby zwrócić uwagę na kwestie wolności słowa w Kazachstanie i na los mojego męża" - powiedziała Jesergepowa.

Z Brukseli Julita Żylińska (PAP)

Więcej na temat: Nazarbayev, Kazachstan