Cadena SER: Kazachstan - tam, gdzie za niezawiadomienie o urlopie mogą zamknąć twoją gazetę

  • 18.06.2014
  • Autor: Rafa Panadero

"Wysoki Sądzie, czy mogę przesłuchać oskarżonych?" Pytanie, które brzmi zupełnie naturalnie w każdym sądzie w normalnym kraju, nabiera tragikomicznego wyrazu, jeśli na ławie oskarżonych zasiadają różne gazety (dosłownie - papierowe egzemplarze kilku dzienników). Komiczny wymiar tej sceny jest oczywisty, wystarczy sobie ją tylko wyobrazić. Tragizm sytuacji staje się zrozumiały, gdy proces kończy się zamknięciem ponad 20 tytułów. Dzieje się to w Kazachstanie, którego prezydentem jest Nursultan Nazarbayev.

Historię tą przedstawiła - w ramach prezentacji raportu Niezależne media w Kazachstanie na granicy zaniku opracowanego przez Fundację Otwarty Dialog - Tamara Simakhina, kazachska prawniczka, która w grudniu 2012 r. uczestniczyła w procesie przeciwko "Respublice" i innym mediom. Proces ten stanowił punkt kulminacyjny serii zorganizowanych nacisków ze strony rządu wymierzonych przeciwko mediom, które w grudniu 2011 r. relacjonowały wydarzenia z Zhanaozen, gdzie 17 osób zostało zastrzelonych przez organy ścigania w trakcie strajku pracowników tamtejszej kopalni. To wtedy zamknięto największe media niezależne. Jednak nękanie ośrodków, które się uchowały lub które usiłowały rozpocząć działalność od tamtego czasu, nasila się.

Wśród ustaw przyjętych ostatnio przez rząd jest dekret prezydencki pozwalający na zaostrzenie działań "w sytuacjach kryzysowych o charakterze społecznym,". Termin ten przywodzi na myśl czasy Związku Radzieckiego i pozwala stosować dekret praktycznie przy każdej manifestacji, strajku czy proteście, który nie jest po myśli rządu.  W trakcie takiej "sytuacji kryzysowej" media muszą przesyłać informacje na 24 godziny wcześniej władzom do zatwierdzenia. Za nieprzestrzeganie tych terminów grozi zamknięcie redakcji, częściowe bądź całkowite. Jeśli zaś już mowa o zamykaniu, to powodów do zamknięcia ośrodka lub zastosowania wysokiej grzywny jest wiele: od niedotrzymania terminów wydruku przez błędy redakcyjne, po niepoinformowanie o tym, że szef wybiera się na urlop, jak miało to miejsce w przypadku dziennika „Tribuna” 23 września 2013 r. Inne "przestępstwo" to "szerzenie pogłosek" - można za nie dostać karę do 12 lat więzienia.

Naciski sądowe to najbardziej wyrafinowana forma ograniczania mediów. Stała się chlebem powszednim, ale nie jest jedyna. Według Reporterów bez Granic 27 maja aresztowano czterech dziennikarzy, w trakcie jak relacjonowali spotkanie aktywistów przygotowujących protest przeciwko podpisaniu umowy o Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej pomiędzy Rosją, Białorusią i Kazachstanem. W ciągi kilku godzin usłyszeli wyrok: cztery dni aresztu, dokładnie tyle, ile potrzeba, żeby nie dotrzeć na protesty.

To zaledwie kilka przykładów nacisków na niezależną prasę ze strony rządu Nazarbayeva, który jest jedynym prezydentem tego kraju od czasów uzyskania niepodległości od ZSRR w 1991 roku. Nazarbayev sam ogłosił się "Ojcem narodu" i zgodnie z konstytucją jako jedyny może startować w wyborach nieograniczoną ilość razy. Do tej pory wybierany był cztery razy, zawsze z poparciem powyżej 80%. Wybory nigdy nie zostały uznane za w pełni demokratyczne, jak donosi Otwarty Dialog.

Polska NGO oskarża także kraje UE o to, że przymykają oczy na łamanie praw człowieka, co jest powodowane stosunkami gospodarczymi, jakie niemal wszystkie te kraje utrzymują z zasobną w uran, ropę i gaz ziemny republiką. Wśród nich znajduje się Hiszpania. Jej stosunki z Kazachstanem to teraz ważna kwestia, zarówno w wymiarze oficjalnym - czego nie można było nie zauważyć podczas wizyty Rajoya u Nazarbayeva we wrześniu 2013 r. - jak i w wymiarze jednostkowym - co można wywnioskować z dochodzenia przeciwko sędziemu Guevarze z powodu jego niezrozumiałego zachowania w sprawie opozycjonisty Aleksandra Pavlova.

Źródło: Cadena SER