Wybory testują demokrację i…mentalność

      Mowa o październikowych – i nie tylko – wyborach lokalnych na Ukrainie, u sąsiada zza miedzy, o słowiańskiej, acz „specyficznej” mentalności. Nawet w dwóch odmianach.

      Tak można by określić stan świadomości społecznej na Ukrainie. Po raz kolejny utwierdziła mnie w tym niedawna kampania wyborcza do samorządów, a przedtem też prezydencka. Za dużo w niej nadal stereotypów, za mało współczesności. Nie ma też w tej sytuacji jasnej odpowiedzi na zasadnicze pytania – jakimi chcą być Ukraińcy i jaką chce być – Ukraina?

      Do refleksji na ten temat skłoniła mnie interesująca konferencja prasowa, zorganizowana przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Fundację „Otwarty Dialog” 10 listopada br. w

        Centrum Prasowym Domu Dziennikarza w Warszawie. Jej tematem wiodącym były obserwacje grupy ekspertów polskiej Misji Obserwacyjnej i wnioski wynikające z monitoringu wyborów lokalnych w obwodach objętych Partnerstwem Wschodnim, w tym zachodniej Ukrainy (Lwów, Tarnopol, Iwano – Frankowsk czy Użhorod) i monitoring mediów kilku regionach wschodnich (Charków, Sewastopol na Krymie). Referentami tematu byli uczestnicy misji, a więc Lyudmyla Kozlovska, wiceprezes Fundacji, Marina Drako, autorka informacji „Wybory samorządowe – doświadczenia ukraińskie”, Krzysztof Łątka, dyrektor Departamentu Rozwoju Urzędu Miasta w Lublinie i Jarosław Prystasz, redaktor naczelny „Naszego Słowa”, tygodnika mniejszości ukraińskiej w Polsce. Spotkaniu przewodniczył i żywą dyskusję prowadził Stefan Truszczyński, sekretarz generalny SDP.

      Z bogatego i różnorodnego zasobu prezentowanych informacji, na odnotowanie zasługiwały m.in. te, które dotyczyły problemów samego udziału wyborców, jak i organizacji i procedury wyborów oraz wnioski. Ujmując całościowo – więcej było uwag krytycznych niż pozytywnych. Po pierwsze – frekwencja wyborcza była niższa niż w poprzednich wyborach. Dla przykładu – w Borszczowie, w obwodzie tarnopolskim, wynosiła ona tylko 50%. A trzeba wiedzieć, że frekwencja ta na Ukrainie sięgała zazwyczaj 70 – 75%. Co może zastanawiać, to fakt, że w 2010 r. – biorąc pod uwagę ogólnoukraińskie wyniki – frekwencja ta wynosiła 40% i była najniższa od 10 lat.  Przyczyn tego stanu rzeczy jest dużo – od niedomagań w informowaniu o miejscu głosowania, terminach czy godzinach, po w ogóle mdłą promocję tych wyborów. Ujawniły się poważniejsze luki prawno – legislacyjne. Nie nowość, zresztą, na Ukrainie, bo występują i w innych dziedzinach, w tym gospodarczych czy podatkowych. Tylko dla przykładu – ustawa o lokalnych wyborach określa, że kampania wyborcza ma trwać 60 dni, od ogłoszenia daty do dnia głosowania…i kropka. Co więcej – kandydaci mają 9 dni na rejestrację i 22 dni na kampanię agitacyjną. Te krótkie terminy są krytykowane, bo to oznacza, że kandydat jest siłą rzeczy „zmuszany” do prowadzenia agresywnej i często nieuczciwej kampanii, gdyż tylko taka może przyciągnąć uwagę mediów. Wiele nieprawidłowości dotyczy powoływania składów komisji wyborczych, zgłaszania kandydatów, działalności sądów… Ma miejsce praktyka podejmowania decyzji „politycznych” w sprawach problemów prawnych, rozpatrywanych przez organy administracji wyborczej i sądy. Taka sytuacja może mieć i wielokroć ma wpływ na wynik wyborów, a w konsekwencji – na cały proces demokratyczny na Ukrainie. Z ocen obserwatorów wyborów w dłuższej perspektywie - wynikają dwa podstawowe wnioski. Pierwszy, że ustawodawstwo ukraińskie, dotyczące wyborów lokalnych, nie zapewnia przeprowadzenia przejrzystego, sprawiedliwego i demokratycznego procesu wyborczego w zakresie terminów wyborów i formowania komisji wyborczych. I drugi – to sztuczna, skomplikowana procedura i niskie kwalifikacje członków komisji wyborczych, która stwarza zagrożenie falsyfikacją. I choć niedawne wybory nie ujawniły masowych naruszeń prawa w samym procesie głosowania, to za wcześnie byłoby mówić, że monitoringu przez instytucje europejskie można by zaprzestać.

      To są spostrzeżenia z życia wzięte. Prawo, system wyborczy trzeba doskonalić. Ale z tego wynika wyraźnie, że na Ukrainie dokonują się dość skomplikowane procesy polityczne, pojawiają się zagrożenia dla demokracji i społeczeństwa demokratycznego. Co więcej – znaczna, a może i przeważająca jeszcze część społeczeństwa, jest łatwo podatna na tanie, populistyczne hasła, głoszone przez te czy inne partie, których jest już na Ukrainie prawdopodobnie 87, a już na pewno przez polityków, „prących” za wszelką cenę do władzy. Miesza się fałsz z prawdą czyli manipuluje opinią publiczną. Ta jest, niestety, rozkojarzona i zagubiona. Objawiło się to też w postaci niskiej frekwencji wyborczej. A dlaczego tak jest? Przyczyn jest dużo, a opinii na ten temat – jeszcze więcej. Dla mnie jedna jest szczególnie niepokojąca, a która przebiła się też na konferencji. Nazwę ją wprost, po imieniu – to „bariera mentalności”. Jej zmienić i pokonać nie da się z dnia na dzień, nawet uchwałą Rady Najwyższej. Nie jest prowadzona społeczna edukacja, ani prawna, ani ekonomiczna, ani wyjaśniająca procesy dokonujące się we współczesnym świecie. A bez tego, jak senne mary, straszą przestarzałe, wręcz zbutwiałe opinie i poglądy, że NATO, to wróg i zagrożenie, że własność prywatna, to z zasady oszustwo i przestępczość, że gospodarka rynkowa i Unia Europejska, to ekspansja bogatych i próba podporządkowania sobie słabszych, m.in. przez Politykę Wschodnią, że chcą nas skłócić za wszelką cenę z Rosją… Konkurencyjność, jako podstawowy mechanizm w gospodarce rynkowej, a zwłaszcza import – to „niszczenie rodzimego producenta”… Ziemia rolnicza, choćby leżała odłogiem, ma być tylko państwowa. Reformy, to wymysł… i presja Zachodu. A efekt tej mentalności jest widoczny gołym okiem, czyli jak mówią Ukraińcy - „majemo, szczo majemo”( mamy to, co mamy). Mało, że nie ma postępu, to jest zastój albo, jak w ubiegłym roku, zapaść gospodarcza, z której wygrzebać się będzie trudno ze starą mentalnością, a nawet „staro – nową” ekipą władców i decydentów. A przecież Ukraińcy, to ludzie pracowici, zdolni i ambitni. A tych jest już dużo i ich liczba będzie rosnąć, bo rośnie zdolna, dobrze kształcona młodzież, coraz bardziej obyta ze światem, dla nich otwartym. Więc może już czas (najwyższy) postawić na ich możliwości intelektualne, siły twórcze i sprawcze. Bo to do nich należy perspektywa rozwoju Ukrainy. Nie „remontować” czy łudzić się pozorami „innowacyjności” umysłów „zastygłych” w bezpowrotnie minionych realiach. A co z tego może wynikać dla polskich wyborców? Wygląda na to, że niewiele. Ale żeby „nie wrzucać kamyków tylko do cudzego ogródka”, jest jedno zawsze aktualne przesłanie, które nas łączy: głosować trzeba przede wszystkim głową, a nie tylko rękami! Tyle, że głowa głowie – nierówna, ale to już nie wina słońca, bo ono wszystkie jednakowo oświeca, choć nie do wszystkich w jednakowym stopniu – dociera. 

                                                                                            Mikołaj ONISZCZUK

Warszawa, 12 listopada 2010 r.

Więcej na temat: Ukraina, wybory