Rozmowa z Igorem Vinyavskim, SDP

Igor Vinyavskiy, ur. 1976 r. - dziennikarz, redaktor naczelny niezależnej kazachskiej gazety „Vzglyad”. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie w Pawłodarze (2003 r.) Pracował w telewizji TVK-6 w Semipałatyńsku i w prasie regionalnej, dla mediów takich jak „Spectr”, „Nashe Delo”, „Irtysh Times”. Od 2000 r. zatrudniony w holdingu mediowym „Irbis” (radio i telewizja). Od 2007 r. redaktor naczelny gazety „Vzglyad” (Almaty). W 2003 r. został laureatem „Nagrody Wolności” przyznanej przez ruch Demokratyczny Wybór Kazachstanu za zaangażowanie na rzecz rozwoju demokracji w Kazachstanie. Aresztowany w styczniu b.r., po dwóch miesiącach wypuszczony z aresztu w Kazachstanie na mocy amnestii.

Za co trafił Pan do więzienia w Kazachstanie?

Został mi przedstawiony zarzut nawoływania do obalenia władzy. Miałem to robić wraz z grupą innych osób. Jest to poważne przestępstwo, za które w Kazachstanie grozi kara do 7 lat więzienia. W rzeczywistości władze chciały zneutralizować mnie jako redaktora niezależnej gazety, po to, aby czasopismo przestało istnieć. Nasza gazeta „Vzglyad” jest jedną z niewielu, która stale pisze o korupcji na najwyższych szczeblach władzy, w tym również o skandalach, związanych z prezydentem i jego rodziną

Jak wyglądają warunki w więzieniu?

Z punktu widzenia współczesnego Europejczyka – nie najlepsze. Siedziałem w celi o powierzchni dwa na cztery metry kwadratowe. W celi byliśmy we dwóch. Zgodnie z harmonogramem, więźniowie są prowadzeni do toalety dwa razy dziennie, poza tym mają wiadro w celi. Kabin w toalecie nie ma, więc trzeba się załatwiać na oczach współwięźniów. Wody w celi też nie ma. Kąpiel jest raz w tygodniu. Spacer przysługuje przez pół godziny dziennie na zamkniętym podwórzu o powierzchni około 25 metrów kwadratowych, które jest zamykane od zewnątrz. W górnej części jest siatka, a więźniów obserwuje funkcjonariusz z automatem w ręce. Gazet nie wolno było czytać. Za każdym razem, kiedy szliśmy z celi na przesłuchanie lub na spotkanie z adwokatem, wprowadzali nas do pomieszczenia, gdzie trzeba było całkowicie się rozebrać, łącznie z bielizną, i dokonywali rewizji osobistej, zaglądali do ust, uszu. Zdarzało się, że takiej procedurze trzeba było poddawać się nawet 6 razy dziennie. Co 5 minut strażnik zaglądał przez wizjer do celi. Raz na 20 dni dokonywano przeszukania celi. Podczas przeszukania kiedyś zarekwirowano moje wiersze.

Podczas niedawnej konferencji prasowej europoseł Piotr Borys przekonywał, że pod naciskiem instytucji europejskich Kazachstan zaczyna dbać o prawa człowieka. Przykładem ma być Pana uwolnienie. Ale  w więzieniach nadal znajdują się choćby lider opozycji Vladimir Kozlov, dziennikarka Ayzhangul Amirova, polityk opozycyjny Serik Sapargali, obrońca praw człowieka Vadim Kuramshin i wiele innych osób. Jak więc jest naprawdę?

Myślę, że pod presją europejskiej opinii publicznej władze Kazachstanu są zmuszone do pójścia na pewne ustępstwa. Oczywiście, jest rzeczą niemożliwą, aby w ciągu kilku dni  doprowadzić do uwolnienia wszystkich działaczy społeczeństwa obywatelskiego. Można jednak powiedzieć z pełnym przekonaniem, że proces ruszył z martwego punktu. I uwolnienie więźniów politycznych zależy od dalszej wspólnej pracy nie tylko społeczeństwa obywatelskiego w Kazachstanie, ale również w Europie. Można nawet powiedzieć, że przede wszystkim w Europie, ponieważ w tym momencie większe możliwości wywierania wpływu na reżim Nazarbayeva są poza granicami kraju, niż w nim.

W grudniu w mieście Zhanaozen doszło do masakry demonstrantów. Rannych dobijano kolbami i pałkami. Do aresztowanych nie dopuszczano opieki medycznej. Niedawno Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i Stowarzyszenie Wolnego Słowa organizowały konferencję, na której usłyszeliśmy wstrząsające relacje. Mówiono, że w Kazachstanie gwałcono zatrzymane kobiety, poszukiwano nawet przypadkowych osób, które kręciły filmy z demonstracji telefonami komórkowymi. Na tym tle wątpliwości budzą zapewnienia europosła Borysa, że „Kazachstan zmierza do demokracji” i jego optymizm.  Czy sądzi Pan, że reżim w Kazachstanie może zmienić swoje postępowanie względem obywateli bez zmiany władzy?

W Kazachstanie istnieje umowny podział sił politycznych na grupę „jastrzębi” i „gołębi”. Jastrzębie opowiadają się za metodami siłowymi, a gołębie za liberalnymi. Tragedia w Zhanaozenie to polityka jastrzębi, która dominowała przez ostatnie kilka lat. Moje uwolnienie jest dowodem na to, że grupa gołębi zaczyna uzyskiwać przewagę w kraju. Oczywiście, bez zmiany ustroju politycznego władze Kazachstanu nie mogą zmienić swojego stosunku do obywateli, ale nikt nie chce zamachu, ani innego obalenia rządu za pomocą siły. Dlatego każdy sukces gołębi jest swego rodzaju liberalizacją sytuacji.

W ostatnim czasie Niemcy podpisały z Kazachstanem kontrakt gazowy opiewający na 3 miliardy euro. Planowane są kolejne wielkie inwestycje krajów europejskich.  Czy realnie rzecz biorąc, nie ma Pan wrażenia, że inwestycje europejskie w waszym kraju, zamiast służyć modernizacji służą systemowi władzy i łamaniu praw człowieka przy milczącej akceptacji Zachodu?

Tak, w Kazachstanie już od dawna z powodzeniem funkcjonuje wzór „Surowce w zamian za demokrację”. Wiele krajów europejskich przymyka oczy na prawa i wolności w zamian za lukratywne kontrakty gospodarcze. Szczerze mówiąc, było dla mnie szokiem, gdy siedząc w celi dowiedziałem się o wynikach wizyty prezydenta Nazarbayeva w Niemczech. Pani Merkel najwyraźniej kiepsko pamięta historię swojego kraju, kiedy 80 lat temu niemiecki rząd w pogoni za sukcesem gospodarczym poświęcił życie milionów ludzi, nie tylko swoich obywateli, ale także rozpętał najstraszliwszą wojnę w historii ludzkości.

Jakich działań oczekiwałby  od polskiego środowiska dziennikarskiego w sprawie łamania praw człowieka w Pana kraju?

Chciałbym, aby polscy dziennikarze informowali swoje społeczeństwo o tym, jakim państwem jest  Kazachstan, jak tam są przestrzegane praw i wolności. Władze Kazachstanu rozważają Polskę jako strategicznego partnera, a Polacy muszą mieć obiektywny obraz naszego kraju. I oczywiście, solidarności i wsparcia kazachskich dziennikarzy, którzy stają się  ofiarami represji politycznych.

Jak przewiduje Pan rozwój wypadków w Kazachstanie w ciągu najbliższych lat?

Widzę dwie drogi dla Kazachstanu. Albo jest to dalsza demokratyzacja wraz z tworzeniem republiki parlamentarnej oraz wzmocnieniem instytucji publicznych, albo model Afganistanu - ciągła walka o władzę pomiędzy grupami elitarnymi i całkowita utrata stabilizacji w kraju. Tak czy inaczej polityka gołębi jest bardziej do przyjęcia, ponieważ jastrzębie mogą doprowadzić do zniszczenia kraju.

Nie obawia się Pan, że po powrocie do Kazachstanu znowu trafi do więzienia?

Nie. Zawsze byłem przygotowany na to, że może to nastąpić w każdej chwili, dopóki w naszym kraju jest taki ustrój polityczny, jaki jest.

Zrodlo: SDP

Więcej na temat: Vinyavskiy, media, Prawa człowieka, represje