Skazany na śmierć

  • 24.12.2014
  • Autor: onet.pl

Rok czekał na decyzję urzędników w sprawie statusu uchodźcy. Przed kilkoma dniami dowiedział się, że nie ma co liczyć na pomoc polskich władz. - Ta decyzja dla opozycjonisty z Kazachstanu Salima Szalabajewa to jak wyrok śmierci – ostrzega Ludmiła Kozłowska z Fundacji Otwarty Dialog.

Salim Szalabajew śledzony w Genewie. Zdjęcie to otrzymał później Muchtar Abliazow. Źródło - Salim Szalabajew

Salim Szalabajew wraz z całą rodziną musiał uciekać z Kazachstanu ponad 10 lat temu, bo wspierał finansowo opozycyjną partię Demokratyczny Wybór Kazachstanu, na czele której stał jego szwagier Muchtar Abliazow.

- Władza w Kazachstanie nie rozbija się na drobne przy ściganiu swoich oponentów – mówi Mark Feygin, adwokat Szalabajewów – Jeśli ktoś się naraził prezydentowi Nazarbajewowi, karę, i to okrutną karę, ponosi cała jego rodzina. Dzieje się tak z bardzo prostej przyczyny – paniczny strach przed zemstą.

Przed kazachstańskim reżimem Szalabajew na początku uciekł do Moskwy, tam grożono śmiercią jego szwagrowi, więc cała rodzina podjęła decyzję o przeprowadzce do Londynu. Ale nawet w Anglii nie byli spuszczani z oka przez kazachstańskie służby. W końcu dostali ciche tego potwierdzenie od… londyńskiej policji.

Śledzony na każdym kroku

- Po prostu przyszli do nas do domu i powiedzieli, że jesteśmy podsłuchiwani i śledzeni, wszystkim nam grozi śmierć, ale oni nie są w stanie nam zapewnić żadnego bezpieczeństwa – wspomina Salim Szalabajew – musieliśmy się rozdzielić, staliśmy się zbyt łatwym celem. Wyjechałem do Łotwy.

Sytuacja nie poprawiła się. Będąc na Łotwie, Salim znajduje pod swoim samochodem dwa wielkie urządzenia przypominające bombę. - Wezwałem natychmiast policję, przyjechali saperzy. Okazało się, że są to urządzenia nawigacyjne i podsłuchowe – Salim Szalabajew od roku mieszka w Polsce, ale skontaktowanie się z nim graniczy z cudem. Boi się. – Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że jestem śledzony na każdym kroku, jednak to przelało czarę goryczy. Musiałem znowu się przeprowadzać, tym razem do Szwajcarii.

W Genewie jednak wcale nie robi się spokojniej. Jeżdżą za nim, śledzą go na każdym kroku, dowody tego ma do tej pory u siebie w szufladzie. Zdjęcia tego jak je, spaceruje, siedzi na zajęciach, bawi się z dziećmi, od kazachstańskich służb otrzymuje Muchtar Abliazow. Muszą mu pokazać, że kontrolują sytuację, a w ich rękach znajduje się cała jego rodzina. Jakby było tego mało, w domu Salima codziennie zjawia się policja. Legitymują go, sprawdzają, wypytują o miejsce pobytu jego siostry Ałmy Szalabajewej.

"Jeśli wrócę do kraju, to tylko po śmierć"

Kiedy kończyła mu się szwajcarska wiza, przypomniał sobie o polskiej wizie pracowniczej. - Dopiero w Warszawie poczułem się bezpieczny. Ani razu nie widziałem podejrzanych ludzi kręcących się wokół mnie, ogona za moim samochodem. Złożyłem wniosek o status uchodźcy, parę dni temu otrzymałem negatywną decyzję. Nie rozumiem dlaczego, przecież to nie jest kwestia tego, że nie chcę wracać do swojego kraju, do swojej rodziny, po prostu nie mogę. Jeśli tam wrócę, to tylko po śmierć - mówi.

Przyczyną takiej decyzji jest fakt przyznania siostrze Salima - Ałmie - statusu uchodźcy we Włoszech. Według polskich urzędników to załatwia sprawę. - Wnioskodawca może złożyć ponowny wniosek o rozpatrzenie do Rady ds. cudzoziemców. Jeśli decyzja wciąż będzie negatywna, istnieje możliwość złożenia zażalenia do sądów I i II instancji – mówi Ewa Piechota, rzecznik Urzędu ds. cudzoziemców. To jedyny komentarz do sprawy, jaki można uzyskać.

Jednak załatwianie spraw w urzędach i sądach może się ciągnąć jeszcze latami, a tego czasu Salim nie ma. Szczególnie że zbliżają się wybory prezydenckie w Kazachstanie, a jego szwagier - Muchtar Abliazow - już został zatrzymany we Francji, gdzie oczekuje na ekstradycję.

Wcześniej Abliazow został skazany na sześć lat więzienia za nadużycia. Wyrok potępiły wtedy organizacje broniące praw człowieka. Rok później, pod presją międzynarodowej opinii publicznej, po przejściu okrutnych tortur w więzieniu, został uwolniony. O Ałmie Szalabajewej zrobiło się głośno, gdy została aresztowana w Rzymie pod zarzutem posługiwania się fałszywymi dokumentami. Informację o tym przekazał Interpolowi rząd Nazarbajewa.

Dysydentka wraz z sześcioletnią córką została w trybie nadzwyczajnym deportowana do Kazachstanu, co skończyło się międzynarodowym skandalem. Interweniowały wtedy m.in. Parlament Europejski, Amnesty International i ONZ. Ostatecznie Szalabajewa została uwolniona, a Włochy przyznały jej status uchodźcy.

Źródło: onet.pl