Nie zapominajmy o Kazachstanie

W Kazachstanie nasilają się tendencje autorytarne.

W kazaskich więzieniach od ponad miesiąca przebywają m.in. redaktor naczelny opozycyjnej gazety "Wzgliad" Igor Winiawski, lider opozycyjnej partii "Ałga" Władimir Kozłow oraz działacz tego ugrupowania Serik Sapargali. Areszty były związane z ich zaangażowaniem w śledztwo dotyczące grudniowych wydarzeń w Żanaozen. 16 grudnia ub.r., wskutek pacyfikacji protestów przez kazaską milicję, zginęło co najmniej szesnastu byłych pracowników kompanii wydobywczych, domagających się przywrócenia do pracy. Europoseł PO Piotr Borys odwiedził Ałmaty i Żanaozen, gdzie rozmawiał z rodzinami zabitych, a także władzami i prokuratorami prowadzącymi śledztwo w sprawie otwarcia ognia przez mundurowych.

- Rozmawiał Pan z rodzinami ofiar grudniowej pacyfikacji w Żanaozen, które wciąż żyją w strachu. Boją się zeznawać?

- Tam ciągle trwa stan wyjątkowy, wszędzie pełno milicji. Ci ludzie czują się zastraszeni, znajdują się pod ogromną presją, boją się kontaktu z prokuraturą i służbami mundurowymi. Poprosiłem część z tych osób, by spisały zeznania i przesłały do mnie, a ja przekażę je do prokuratury, która prowadzi śledztwo w sprawie zajść z 16 grudnia.

W Żanaozen podważono zaufanie społeczeństwa do władzy, wielu ludzi nie ma pracy. Nowy Akim (prezydent miasta) zapewnił mnie, że ludzie wrócą do firm paliwowych. To też jest ważne, bowiem spośród tysiąca osób, które były zwolnione po majowych protestach z Żanaozen, trzysta wciąż jest bez pracy, a kompanie wydobywcze to jedyny pracodawca w tym mieście. Poza tym nic nie ma, wokół wszędzie jest step. Nowy prezydent miasta chce zatrudnić zwolnionych pracowników. Otwarte pozostaje pytanie, jak ci skrzywdzeni ludzie mają wyjść z traumy, zaufać na nowo władzom, wrócić do normalnego życia. Pomoc im to zadanie unijnych instytucji, ale także organizacji pozarządowych, o co apelujemy w Unii.

- Rozmawiał Pan w Astanie z przedstawicielami władz na najwyższym szczeblu. W Kazachstanie jest co najmniej kilku więźniów politycznych - polityków, dziennikarzy i działaczy społecznych, którzy zaangażowali się w wyjaśnianie prawdy o zajściach w Żanaozen. Rozmawiał Pan o nich?

- W imieniu Parlamentu Europejskiego powiedziałem wprost, że przyglądamy się i będziemy się przyglądać procesom wymierzonym w opozycjonistów i dziennikarzy. Obawiam się, że będą to procesy pokazowe. Jeżeli tacy ludzie jak Władimir Kozłow i Serik Sapargali z partii "Ałga" zostaną skazani, to tworzenie demokratycznej opozycji będzie utrudnione.

Z drugiej strony, władze i prokuratorzy przekonywali mnie, że mają "twarde" dowody, których nie mogą ujawnić, ale zapewnili, że procesy będą jawne. Najważniejsze jest to, że do moich rozmówców dotarło, że nie zapomnimy o Kazachstanie i nie pozwolimy tym ludziom trafić na wiele lat do więzienia.

- Jakie będzie Pan inicjował działania na rzecz uwolnienia więźniów politycznych i "zmiękczenia" reżimu Nursułtana Nazarbajewa po powrocie do Brukseli i Strasburga? Warto zwrócić uwagę, że oddziaływanie Unii Europejskiej na poradzieckie kraje nie jest skuteczne, czego dowodzi casus byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko.

- Przykład Tymoszenko dowodzi, że organizacje pozarządowe, Unia Europejska i USA nie są w stanie skutecznie wpływać na to, co dzieje się wewnątrz tych państw. Te państwa mają własny system prawny, który pozwala np. skazać byłego premiera na 7 lat więzienia za przekroczenie uprawnień. Na Ukrainę patrzą takie kraje jak Kazachstan.

Mamy jednak instrumenty polityczne, by Astanę przekonywać do zmiany polityki. Będziemy na bieżąco odwiedzać Kazachstan. To już przyniosło pierwsze owoce - władze są otwarte na nasze spotkania z prokuratorami i rozmowy o uwięzionych. Konieczne jest jednak monitorowanie tych procesów. Jednocześnie namawiamy władze Kazachstanu, by reżim poluzowały, dały więcej przestrzeni mediom, organizacjom pozarządowym i partiom politycznej, takim jak "Ałga", która od wielu lat nie może być zarejestrowana. Mam nadzieję, że lekcja z Żanaozen przekona władze, że lepiej zapobiegać buntom społecznym, niż później leczyć negatywne następstwa.

Ponadto przygotowujemy rezolucję Parlamentu Europejskiego dotyczącą Kazachstanu, której celem będzie zaangażowanie międzynarodowych obserwatorów do wyjaśnienia sprawy grudniowych zamieszek w Kazachstanie. Mam nadzieję, że przyjmiemy ją w ciągu trzech miesięcy, by obserwatorzy mogli pomóc władzom Kazachstanu w znalezieniu winnych zabójstwa 16 osób.

Jest jeszcze inna kwestia. Możemy uzależnić umowy gospodarcze między UE a krajami poradzieckimi od poprawy ochrony praw człowieka. Nie oczekujemy, że nastąpi nagła poprawa, bowiem dochodzenie do demokracji to długotrwały proces. Kazachstan był częścią ZSRR i to narzuciło styl rządzenia.

- Tylko znów pojawia się "unijna hipokryzja". Na początku lutego w Berlinie Niemcy podpisały z Kazachstanem kontrakty gospodarcze na sumę ok. 3 miliardów euro. Kanclerz Niemiec Angela Merkel jednym zdaniem wspomniała o konieczności poszanowania praw człowieka w tym kraju.

- Tak... Mam jednak nadzieję, że działania inicjowane przez Parlament Europejski zmuszą takie kraje jak Niemcy do refleksji, by umowy gospodarcze podpisywać, domagając się respektowania przez partnera praw człowieka.

Rozmawiał  Tomasz Kułakowski

Źrodlo:Dziennik Polski